To będzie wpis sentymentalny. Gdyby ktoś miał wątpliwość - istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo ( graniczące z pewnością ), że...

Pożegnanie z Mystic Falls, czyli koniec ery wampirów


To będzie wpis sentymentalny.
Gdyby ktoś miał wątpliwość - istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo (graniczące z pewnością), że natkniecie się w nim na spoilery dotyczące ostatniego odcinka Pamiętników Wampirów. 

To była naprawdę długa podróż.

eM z Pamiętnikami Wampirów była od samego początku. Nawet teraz pamięta jak oglądała pierwsze zapowiedzi i śmiała się z tego, że będą próbowały być Zmierzchem w serialowej wersji. I może na początku trochę tak było, jednak eM przekonała się, że to będzie coś innego całkiem szybko. A dokładnie mniej więcej w momencie, kiedy w pamiętnej scenie, Damon tańczył do Enjoy the slience po posiadłości Salvatorów (razem z Vicki, ale chyba nikt nie powie eM, że zwracał na nią uwagę w tej scenie). To właśnie wtedy historia nabrała rumieńców, a klimat (i nie tylko) porwał widzów.

Damon wie co mówi!

To wtedy też nadszedł czas, gdy co drugi serial obowiązkowo musiał mieć coś wspólnego z krwią, a dokładniej, musiał posiadać postaci, które bez jej spożywania nie mogłyby istnieć (bo dużo wspólnego z krwią mają też seriale medyczne, ale nie idźmy w tę stronę, dobrze?). True Blood, Moonlight. Kojarzycie? Dodajcie do tego podobny trend w książkach i powinniście przypomnieć sobie (albo wyobrazić sobie, w zależności ile macie lat), jak to mogło wyglądać.

Przesyt to dobre słowo. Niestety często spotykane w popkulturze, kiedy twórcy się na coś nastawią.
Ale są twory, które mimo przesytu, mimo tego, że nikt nie chce się zbliżać do danego rodzaju choćby i na kilometr, zostają z nami na dłużej. I potem robi nam się smutno, że trzeba się w końcu z nimi pożegnać.

Chociaż bezsensowność osiąga niewyobrażalne poziomy (ale i tak nie przebije książkowego pierwowzoru, eM wie, eM zmusiła się do przeczytania książkowych Pamiętników Wampirów - wytrzymała cztery tomy), chociaż wiemy czego można się spodziewać po bohaterach, to coś (ekhemmasochizmekhem) powoduje, że zostajemy z nimi do końca.

Tak było i w tym przypadku.

Pierwsze sezony Pamiętników Wampirów kojarzą się eM z całkiem porządnymi wątkami (a w porównaniu z kolejnymi pomysłami twórców, nawet naprawdę dobrymi wątkami), ciekawymi bohaterami (szczególnie, kiedy na scenę wkroczyła Oryginalna rodzina) i masą świetnych tekstów (serio, eM nie wie gdzie się podziali ludzie odpowiedzialni za dialogi w ostatnich sezonach). No i oczywiście nie można tu nie wspomnieć o Ianie Somerhadlerze grającym Damona, który podbił nastoletnie (i nie tylko) serca w momencie, kiedy witał się z bratem. Bardzo łatwo było zagłębić się w świat, w którym bohaterowie może i robią straszne rzeczy, których nigdy im by się nie wybaczyło w prawdziwym życiu, ale hej, przecież to historia o wampirach, wilkołakach, doppel... sobowtórach i innych dziwnych tworach. Tam nie mogło być normalnie. 

eM nadal nie wie jak to napisać.
Ale prawie umie wypowiedzieć to słowo!

Poza tym, eM ma ogromny sentyment do Pamiętników Wampirów ze względu na to, że to dzięki nim powstał termin Zaklepaniec, a dokładnie dzięki Damonowi, który był pierwszym z długiej listy (żeby nie napisać: oryginalnym. Klaus, Elijah - nie słuchajcie tego!). 

Jednak powoli coś zaczęło się zmieniać. Na początku trudno było to zauważyć, jednak potem nie można było nie zwrócić  uwagi. Zaczęła się wkradać powtarzalność. 

Może i przygody inne, ale zachowanie bohaterów już nie.
Elena będzie nieszczęśliwa i nie wie czego chce. Stefan i Damon będą się cały kłócili, przy czym nie ważne co się stanie to i tak wina Damona. Stefan zrobił coś złego? Ojej, to też wina Damona.  Bonnie będzie miała problemy z magią i zginie średnio raz na sezon. Caroline? Chociaż przemiana w wampira wyszła jej na dobra, to głównie jest znana z tego, że przespała się z większością głównych bohaterów. Romantyczny związek? Byle nie z Alarickiem, bo wyrok śmierci gwarantowany. 
Nawet Matt cały czas zawyżał statystyki, będąc niezmiennie ostatnim człowiekiem w Mystic Falls. 

A potem nadszedł czwarty sezon, w którym Oryginalni dostali swoją szansę (którą, jeżeli eM może wtrącić, naprawdę dobrze wykorzystali), co stało się kolejnym gwoździem do trumny (tu mógł być suchar, ale eM się powstrzymała - doceńcie to). Ostatecznym, było odejście Niny Dobrev z obsady. 

Pod koniec, eM miała dokładnie taką minę. 
Z każdym kolejnym odcinkiem, było coraz gorzej, twórcy chyba mieli maszynę losującą, która podpowiadała im jakie wątki i nowe stwory wprowadzić do kolejnych sezonów. Aż w końcu w świat poszła informacja, że ósmy sezon będzie ostatnim.

Możecie wierzyć eM lub nie, wcale się nie postarali, żeby odejść z hukiem, chociaż widać było, że chcą pozamykać wszystkie otwarte wątki (butem je! butem!). No i oczywiście nie mogli się oprzeć, żeby nie wprowadzić nawiązań do pierwszego sezonu. Nie tylko pod względem scen, ale także poprzez dialogi, czy nawet muzykę (która została na tym samym poziomie przez cały czas trwania serialu).

Czy eM przypadł do gustu ósmy sezon Pamiętników Wampirów? Nie.
Czy przeszkodziło jej to w płakaniu na ostatni odcinku? Skądże. 
Czy chodziła rozbita i marudna przez kolejny tydzień bo nie mogła się pogodzić, że to już koniec? Skąd wiedzieliście? 

Szczególnie, że patrząc na seriale, które teraz są na antenie (są kontynuowane? Wiecie o co chodzi) to może nas czekać pożegnanie z wampirami. No dobrze, mamy Oryginalnych (ale powiedzmy sobie szczerze, Oryginalni nigdy nie byli typowymi wampirami), mamy reprezentantów krwiopijców w Ganiaczach Cieni, ale to by było na tyle. eM coś czuje, że przyjdzie nam trochę poczekać, zanim twórcy stwierdzą, że czas na powrót wampirów na taką skalę.

I wiecie co? eM jest naprawdę dobrze z tą świadomością. 

Spoilerów nie ma, są okładki i tytuły. I może daty. Kiedy autor (lub jak w tym przypadku - autorka) ma w odróżnieniu od niektórych os...

W jakiej kolejności czytać Kroniki Nocnych Łowców?

Spoilerów nie ma, są okładki i tytuły.
I może daty.
Kiedy autor (lub jak w tym przypadku - autorka) ma w odróżnieniu od niektórych osób dużo weny (eM nie będzie wskazywała palcem sama na siebie) w pewnym momencie sytuacja dochodzi do tego, że osoby, które chcą zacząć przygodę z jego/ jej twórczością, nie mają pojęcia od czego zacząć, żeby nie zaspoilerować pozostałych wydarzeń. Albo po prostu nie wiedzą od czego zacząć, żeby nie zacząć czegoś od środku (nieustanna obawa eM, przy długich seriach, nawet goodreads czasami nie pomaga się upewnić, że się dobrze czyta).

Jak pewnie mogliście się już domyśleć, chodzi o Kroniki Nocnych Łowców, pisane przez Cassandrę Clare (z niewielkim wkładem innych autorów, szczególnie, kiedy chodzi o opowiadania). Jeżeli jakimś cudem nie spotkaliście się z którąś z jej historii, to dotyczy to świata w którym obok nas żyją specjalnie wyszkoleni wojownicy w żyłach których płynie krew Aniołów, którzy walczą z demonami i dbają o to, żeby ich istnienie nie wyszło na jaw (i jednych i drugich. I wampirów też. I wilkołaków. I czarowników. No i jeszcze fearie)
O. I żeby mieć jak najwięcej przystojnych, sarkastycznych młodzieńców w swoich szeregach. 

Ale po kolei. Zacznijmy od tego, co mamy do wyboru:

Dary Anioła 


Miasto Kości, Miasto Popiołów, Miasto Szkła, 


Miasto Upadłych Aniołów, Miasto Zagubionych Dusz, Miasto Niebiańskiego Ognia

Diabelskie Maszyny


Mechaniczny Anioł, Mechaniczny Książę, Mechaniczna Księżniczka 

Mroczne Intrygi


Pani Noc, Lord of Shadows, The Queen of Air and Darkness

The Lost Hours
Chain of Gold, Chain of Iron, Chain of Thornes

The Eldest Curses
The Lost Book of White, The Black Book of the Dead, The Red Scrolls of Magic

The Wicked Powers
brak informacji, trylogia

Zbiory opowiadań





Sporo tego, prawda? Jednak nie macie się czego obawiać, kiedy eM jest na posterunku i zaraz Wam wyjaśni co robić (a raczej: w jakiej kolejności czytać).

W przypadku Kronik Nocnych Łowców (z ang. Shadowhunters Chronnicles), recepta na czytanie bez zrobienia sobie spoilerowej krzywdy (a raczej cieszenie się z historii w pełnej krasie) jest bardzo prosta: kierujcie się datami pierwszych wydań w oryginale. Chociaż serie są różne, mamy sequele, prequele i zbiory opowiadań, to czytanie wszystkiego w kolejności w której zostały wydane, powoduje, że nie trzeba się zbytnio martwić. 

Oczywiście, możecie czytać książki według serii, jednak eM chciałaby się skupić na sytuacji w której wszystko się splata w jedną, płynną całość, czyli wspominane już czytanie według daty wydania (pierwszego, w oryginale! Polskie tłumaczenie zostało wydawana trochę w innej kolejności, warto o tym pamiętać). Poniżej lista z sugerowaną kolejnością w następującej formie 

Tytuł książki - Tytuł serii oraz jej część (rok wydania)

Miasto Kości - Dary Anioła #1 (2007) 
Miasto Popiołów - Dary Anioła #2 (2008)
Miasto Szkła - Dary Anioła #3 (2009)
Mechaniczny Anioł - Diabelskie Maszyny #1(2010)
Miasto Upadłych Aniołów- Dary Anioła #4 (2011)
Mechaniczny Książę - Diabelskie Maszyny #2 (2011)
Miasto Zagubionych Dusz - Dary Anioła #5 (2012)
Mechaniczna Księżniczka - Diabelskie Maszyny #5 (2013)
Kroniki Bane'a - zbiór opowiadań (2013/2014)
Miasto Niebiańskiego Ognia - Dary Anioła #6 (2014)
Opowieści z Akademii Nocnych Łowców - zbiór opowiadań (2016) 
Pani Noc - Mroczne Intrygi #1 (2016)
Lord of Shadows - Mroczne Intrygi #2 (Maj 2017)
The Lost Book of the White - The Eldest Curses #1 (koniec 2017/początek 2018)
Chain of Gold - The Last Hours #1 (2018)
The Queen of Air and Darkness - Mroczne Intrygi #3 (2019)
The Black Book of the Dead - The Eldest Curses #2 (2019)
Chain of Iron - The Last Hours #2 (2020)
The Red Scrolls of Magic- The Eldest Curses #3 (koniec 2020)
Chain of Thorns - The Last Hours (2021)
The Wicked Powers : brak daty (trylogia)

Oczywiście, książki Clare można czytać także w porządku chronologicznym według czasu w jakim dzieje się dana historia. Jednak eM nie podejmie się rozpisania tej możliwości - prawdopodobnie poległaby przy trzecim opowiadaniu z Kronik Bane'a. A raczej próbie jego zakwalifikowania czasowego. 

Co wybierzecie? To zależy od Was. Może przez przypadek zaczęliście w środku całej tej historii, może nie mogliście się przekonać do Darów Anioła, może akurat wpadła Wam w ręce Pani Noc?
Hej, to nie oznacza, że nie możecie przeczytać pozostałych. Po prostu musicie zmienić do nich nastawienie. A raczej być czujnym, bo w świecie Nocnych Łowców wszystko się ze sobą łączy. 

Źródła, które zostały wykorzystane przy pisaniu tekstu: TUTAJ, TUTAJ i TUTAJ. I pamięć eM. 

eM w książkach siedzi już od tylu lat, że powinna się w końcu nauczyć, żeby nie marnować czasu na książki, które maja przepiękne ok...

Veronica Roth - Naznaczeni śmiercią (Naznaczeni śmiercią #1)


eM w książkach siedzi już od tylu lat, że powinna się w końcu nauczyć, żeby nie marnować czasu na książki, które maja przepiękne okładki. I których autorki jedną książką przekreśliły wszystko co budowały przez dwie poprzednie części a przy okazji zniszczyły kreację najlepszego bohatera wciskając w ową książkę narrację z jego perspektywy. Nie wypominając, że poprzednio owa autorka wybiła się tworząc historię, która w pewnym stopniu nawiązywała do obowiązujących trendów. 
Oczywiście mowa tu o Veronice Roth i Niezgodnej.

I  tak oto płynnie możemy przejść do głównego punktu tej wypowiedzi.
Naznaczeni śmiercią nie wyróżniają się niczym szczególnym. Cała ten pomysł na historię jest przeciętna.

Sam pomysł na skupieniu się na relacji głównych bohaterów pochodzących z narodów, które się nienawidzą, a sami bohaterowie są wobec siebie nierówni (jedno jest sługą drugiego), może i byłby ciekawy. Gdyby nie to, że już wcześniej podjęła się tego Marie Rutkoski i wyszło jej to o dużo lepiej.
Przez co eM co chwilę zastanawiała się, czy zwariowała (nie tym razem), czy może jednak już wszystko się zgadza, bo już coś podobnego czytała.

Najpoważniejszym zarzutem, który eM może postawić Naznaczonym śmiercią, jest to w jaki sposób został zbudowany świat. Okej, wiemy, że rzecz dzieje się w kosmosie, że mamy narody, które się nie lubią i że jest COŚ (nazywane Nurtem) co jest super ważne, super magiczne, ale nie ma żadnych konkretów, żeby przypadkiem nic nie było interesujące. No i oczywiście mamy wątek przeznaczenia, bo dorzucenie Wybrańców w młodzieżówce zawsze się musi sprawdzić.

O wywracanie oczami przyprawiało eM zachowanie bohaterów. Możecie wierzyć lub nie, ale eM naprawdę chciała podejść do tej historii bez uprzedzeń (w końcu to Roth zrobiła z Cztery to co zrobiła). Dostajemy bohaterkę (Cyrę), która miała chyba należeć do klubu silnych i niezależnych dziewczyn w YA, niestety coś nie wyszło i już po chwili podejmuje decyzje, które zaprzeczają temu, że Cyra kiedykolwiek myślała logicznie. Szaloonoki Moody byłby zawiedziony. 

Natomiast o Akosie, nawet trudno jest coś napisać, bo chociaż pojawiło się kilka rozdziałów pisanych z jego perspektywy, to eM nic o nim konkretnego napisać. Znowu pojawia się problem rozróżnienia perspektyw (męskiej i żeńskiej) przez Roth. Gdyby eM nie czytała napisów na początku rozdziałów (no dobra, czasami tego nie robiła), byłaby jeszcze bardziej zagubiona niż była. 

I jeżeli myślicie o tym, o czym eM myśli, że teraz myślicie po opisaniu przez nią dwójki głównych bohaterów to macie rację. Logiki w tym nie widać, ale istnieje prawdopodobieństwo, że ktoś musi się wybrać do okulisty. 

Trudno określić, czy jest to kwestia tłumaczenia, czy tego, że eM czytała Naznaczonych śmiercią od pewnego momentu dość szybko (bo chciała przejść do lektury czegoś ciekawszego, na przykład A Conjuring of Light), ale to co się działo, wydawało jej się bardzo... Urywane? Raz jesteśmy w jednym miejscu, kolejny rozdział - zupełnie inna sytuacja. Żeby nie było - podejrzenia dotyczące przysypiania zostały oddalone. Trochę szkoda, że Roth tak to wszystko poprowadziła, bo eM nawet nie jest pewna, ile lat mają bohaterowie i ile czasu minęło od poszczególnych wydarzeń. 

Ale najsmutniejsze w tym wszystkim jest to, że Naznaczeni śmiercią są książką nijaką. Owszem posiada wszystkie znane nam wady młodzieżówek, ale to nie było na tyle złe, żeby rzucić książkę w kąt i do nigdy do niej nie wracać. Ba! Dla kogoś, kto jeszcze dużo nie czytał, może się ona okazać całkiem dobrą lekturą. Niestety eM to nie przekonało. 

Naznaczeni śmiercią, są kolejnym przykładem książki, o której jest głośno tylko i wyłącznie ze względu na przepiękną okładkę, na której widnieje nazwisko znanej autorki. Nie popełnijcie błędu eM. Chyba, że nie przeszkadza Wam poświęcanie czasu na kolejną historię o której szybko zapomnicie. 

A jeżeli macie ochotę na historię w tym stylu, eM serdecznie poleca Pojedynek (i pozostałe części) Marie Rutkoski. A jak je kupicie, to może w końcu ktoś wyda ostatnią część po polsku (eM chociaż czytała w oryginale, to nadal trzyma miejsce na półce na The Winner's Kiss). 

Kanon ( z ang. canon ) - w rozumieniu fandomu, zbiór wszystkich faktów, które zostały udostępnione przez twórcę danego dzieła i które s...

eM radzi: jak zapomnieć o kanonie?



Kanon (z ang. canon) - w rozumieniu fandomu, zbiór wszystkich faktów, które zostały udostępnione przez twórcę danego dzieła i które są traktowane przez jego odbiorców jak świętość. Możemy wyróżnić kanon-który-trudno-obalić pochodzący bezpośrednio z dzieła (z książki, odcinka serialu, filmu) oraz kanon-który-jak-zdejmiemy-okulary-to-możemy-go-przeoczyć (wywiady z twórcami, spotkania z fanami, wypowiedzi twórców w social media)

Tak, tak. Dzisiaj będziemy rozmawiać o tym, co zrobić, kiedy twórca twierdzi, że powinniśmy pogodzić się z tym, że z naszymi kochanymi bohaterami (lub zasadami rządzącymi światem) stało się coś bardzo dziwnego, co odbiega od poprzednich zachowań bądź informacji otrzymanych przez nas na ten temat. 


W takim momencie istnieją dwie możliwości:
  • trzeba zaakceptować to, że nic w tym świecie nie jest idealne i uznać nowe informacje za część kanonu,
  • wyprzeć się i zapomnieć o istnieniu kanonu. 

W przeciągu ostatniego roku eM miała wątpliwą przyjemność bycia w takiej sytuacji (Przeklęte dziecko, Sherlock 4), dlatego podzieli się z Wami kilkoma pomysłami jak ją przetrwać. 

Pierwszą rzeczą, której możecie spróbować, jest próba zapomnienia o tym, że kiedykolwiek mieliście styczność z tym dziełem. Wiecie, czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal. Dodatkowo, warto używać argumentu dotyczącego niewypowiadania się o czymś, czego się nie widziało, kiedy ludzie próbują wciągnąć Was w konwersację na ten temat. 

By unikać tego tematu, warto informować na każdym kroku swoich znajomych (żeby przypadkiem nie zapomnieli jaki jest Wasz stosunek do dzieła), że jeszcze nic nie widzieliście i że mają nawet nie myśleć, o najmniejszym nawet spoilerowaniu. Przy czym trzeba uważać, bo znajomi potrafią być złośliwymi bestiami, które będą próbowały uprzykrzyć Wam życie. 

Tak może wyglądać eM, kiedy nie zgadza się z kanonem

Jeżeli nie zgadzacie się z tym, co się stało w książce lub serialu, zawsze możecie przeprowadzić dogłębną analizę kanonu przed i po, której wyniki pozwolą stwierdzić, że dzieło wcale nie jest prawdziwą częścią kanonu, a jedynie żartem twórcy, który prawdziwą wersję wypuści w najmniej oczekiwanym momencie. Popatrzcie tylko na fandom Sherlocka

Zawsze można znaleźć też jakiś argument, który pozwoli na stwierdzenie, że dzieło jest swego rodzaju fanfiction. Na przykład twórca miał niewielki wpływ na to dzieło, albo użyczył swojego świata komuś innemu. A przecież wszyscy wiedzą, że fanfiction nie może być kanonem, prawda? eM patrzy na ciebie, Przeklęte Dziecko

Ekstremalna wersja, dla ludzi z dużą kasą pod ręką: wykupcie prawa do świata, obalcie stary kanon (no dobra, chodzi bardziej o obalenie tego, co Wam się nie spodobało) a na jego miejsce stwórzcie nowy (ewentualnie może być oparty na starym, bo przecież nie wszystko musiało być złe, prawda?). Chyba eM nie musi podawać przykładu. 

Zawsze też możecie spróbować przenieść się w czasie i zapobiec stworzeniu dzieła przez twórcę. Że niby nie da się podróżować w czasie? Jeżeli macie tak ważną misję, na pewno dacie radę obejść taki problem. 

A jeżeli nie chcecie ingerować w proces twórczy, żeby nie wyszło coś jeszcze gorszego (czyli jeżeli jesteście pesymistami), możecie się przenieść w czasie i zapobiec zapoznaniu się z dziełem przez Was samych. Proste? Proste. A skoro jesteśmy znowu w temacie zapominania, to wiecie, amnezja to sposób na zapomnienie. Istnieje jednak ryzyko, że sobie przypomnicie. Albo znowu się zetkniecie z dziełem. 
Tak wyglądałaby rozmowa niezadowolonych fanów z twórcami kanonu.

Spróbujcie sprawdzić, czy na pewno nie śpicie. Koszmary potrafią przybierać różne formy, a kanon, który poszedł w złym kierunku może być przerażającym koszmarem. Albo pomyślcie sobie, że to był tylko sen bohatera, który nie potrafi rozróżnić tego co się dzieje naprawdę od marzeń sennych (punkt dla Was: dzięki temu możecie się zgadzać z częścią wydarzeń!).

Jeżeli informacja wyszła od twórcy w czasie wywiadu, w mediach społecznościowych lub na spotkaniu z fanami, zawsze możecie stwierdzić, że nie uznajecie kanonu, który nie pochodzi bezpośrednio z dzieła. Trudność polega na tym, że powinniście się wyprzeć takiego kanonu w całości, bez żadnych wyjątków, żeby sprawiać wrażenie osoby, która wie co robi. 

Przy negacji kanonu, przydaje się grupa wsparcia (razem zawsze raźniej!), której członkowie mają problem z nowościami w kanonie. Dzięki temu będzie Wam łatwiej przekonać cały fandom, że pewne elementy tak naprawdę nie istnieją. Warto po cichu rozprowadzać informacje o innych elementach kanonu, tak, żeby nikt już nie wiedział co jest kanonem, a co kanonem danej osoby (headcanon). 

A Wy? Jaki macie stosunek do kanonu? Jesteście jego strażnikami, którzy kręcą nosem na każde odstępstwo, czy traktujecie go luźno? Co robicie, kiedy widzicie, że twórców poniosło i nie zgadzacie się z tym co się stało?