eM się naprawdę nigdy nie nauczy. Znaczy, czegoś na pewno eM się nauczy, ale na pewno nie tego, że śliczna okładka, całkiem niezły opis...

Renee Ahdieh The Wrath and the Dawn (The Wrath and the Dawn #1)

/
6 Komentarze
eM się naprawdę nigdy nie nauczy. Znaczy, czegoś na pewno eM się nauczy, ale na pewno nie tego, że śliczna okładka, całkiem niezły opis i szum wokół tytułu w blogosferze (szczególnie zagranicznej) nie znaczą, że książka będzie dobra. 
Ba! Istnieje przez to jeszcze większe prawdopodobieństwo, że taka książka będzie średnia. 
Ale po co o tym pamiętać, kiedy można przeczytać, a potem się żalić na blogu? 
Przecież po coś eM ma tego bloga.
Po za tym, marudzenie to coś w czym eM jest bardzo dobra.

Na swoje usprawiedliwienie eM może dodać, że naprawdę zapowiadało się nieźle! No bo w natłoku inspiracji bajkami, które są znane dzięki Disney'owi, opowieść czerpiąca z Baśni tysiąca i jednej nocy brzmi jak coś, co nie może pójść źle. Przynajmniej eM miała taką nadzieję, niestety pełny potencjał nie został wykorzystany. 

Mamy osiemnastoletniego chłopca, który jest kalifem Khorasan. Khalid, bo tak ma na imię, co noc bierze sobie nową żonę, którą rano można znaleźć powieszoną na jedwabnym sznurze. I to trwa już od pewnego czasu. Dodajmy do do historii Shahrzad, szesnastolatkę, która postanowiła pomścić swoją przyjaciółkę, która była żoną Khalida. Oczywiście wszyscy wiemy, jak trzeba pomścić swoją przyjaciółkę, prawdę? Zgłaszając się na ochotniczkę na żonę kalifa, bo oczywiście ma się doskonały plan jak go zabić (jasne, jasne), a gdyby ktoś miał wątpliwość, to małą niedogodność, jaką jest śmierć o świcie, można zniwelować opowieścią z cliffhangerem. 

eM, która w swoim życiu już sporo cliffhangerów widziała i czytała musi stwierdzić, że Khalid chyba nigdy nie miał z nimi do czynienia, skoro zdecydował się jej nie zabijać. Znaczy nie były złe, ale to nie był ten rodzaj, który spowodowałby, że eM powstrzymałaby się od zabicia twórców za to jak poprowadzili ważny wątek. 

Ale wróćmy do książki. 

Przed przeczytaniem tej książki, eM bardzo liczyła na to, że będzie to coś trochę innego. Więcej Baśni Tysiąca i Jednej Nocy, mniej romansu, chociaż oczywiście, na wątek romantyczny była przygotowana. Szczególnie, kiedy przeczytała ile lat mają główni bohaterowie. 

Pff. Młodzieńcze hormony. 

No ale eM na pewno nie pisała się na trójkąt. Szczególnie taki, w którym trzeci wierzchołek ma coś nie tak z głową. Coś w stylu wojny trojańskiej nie tak. eM rozumie, że uczucia, że dziewczyna, ale ludzie! Chociaż pomyśleć chwilę, zaplanować coś! 

No i mamy też ojca głównej bohaterki, który również do najnormalniejszych nie należy. Ale chociaż nie jest jednowymiarową postacią, jak ten o którym eM pisała wyżej. 

Co jeszcze znajdziecie w książce? Magię, której poświęcono, jak dla eM, zbyt mało miejsca. Naprawdę, można było to ładnie rozwinąć, a wszystko skoncentrowane było na instalove głównej dwójki. Nawet wyjaśnienie dlaczego Khalid zabija swoje żony było takie nijakie. A skoro w świecie przedstawionym istnieje magia, to naprawdę można było z tego zrobić coś wspaniałego. Zaskakującego.

COKOLWIEK INNEGO!

eM chyba kiedyś musi zrobić listę z najczęściej spotykanymi wątkami w powieściach młodzieżowych, żeby potem mogła tylko zaznaczać co było, a czego nie. 

A wiecie, co jest w tym wszystkim najgorsze?
eM się to bardzo dobrze czytało. Ta książka wciąga i mimo tego, że eM zdawała sobie sprawę, jak idiotyczne jest zachowanie bohaterów, jak to wszystko już było a i tak czytała. I ma zamiar przeczytać drugą część.

To pewnie zmiana klimatu.
W końcu nie tak często książki YA czerpią z innych kultur.

Znacie może inne książki inspirowanie Baśniami Tysiąca i Jednej Nocy? 
A może chcielibyście zobaczyć jakiś inny motyw wpleciony w jakąś historię? eM ostatnio szaleje za historiami inspirowanymi mniej znanymi kulturami.


Patrz! To też Ci sie może spodobać!

6 komentarzy:

  1. Słyszałam już tyle dobrego o tej książce, że już nie wiem co myśleć. Jedyna opcja - przeczytać :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeczytanie jej osobiście to chyba najłatwiejszy sposób na zdecydowanie, czy to coś dla Ciebie ;)

      Usuń
  2. Zdecydowanie za dużo widziałam zachwytów i zbyt mało konkretów, dlatego również poniekąd zawiodłam się na TWATD. Wątek romantyczny niespecjalnie mnie poruszył, aczkolwiek zakończenie... Tu już musiałam powstrzymywać się od łez.
    Właśnie, i ta magia! Przeszła tak jakoś bez echa, a oczekiwałam czegoś naprawdę spektakularnego. Wogóle, kiedy ojciec Shahrzad po raz pierwszy użył czarów sądziłam, że źle zrozumiałam, bo później przez długi czas ów wydarzenie nie było roztrząsane.
    Lecz masz rację, czytało się naprawdę dobrze i, chcąc nie chcąc, wciągnęłam się w tę historię. Może teraz, gdy wiem czego się spodziewać, drugi tom okaże się ciut lepszy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Końcówka była całkiem ciekawa, to eM musi przyznać, tylko czemu tak późno?
      Pewnie przez całą następną część będą się szukali. eM coś tak czuje.

      Tak! eM też myślała, ze sobie tę magię dopowiedziała, bo tak jakoś nikt o tym nic nie mówił i to tak dziwne było rozwiązane.
      Przynajmniej wiadomo, czego oczekiwać po drugim tomie, to prawda że to może pomóc w lepszym odbiorze historii.
      Ale trzeba przyznać, mimo tych wszystkich niedoskonałości, to zabawa była przednia!

      Usuń
  3. Ja nigdy nie jestem gotowa na te wszechobecne wątki miłosne. ;) I zawsze do końca mam nadzieję, że protagonistka pozostanie singielką.
    Valente, którą ci ostatnio polecałam, inspirowała się m.in. Baśniami Tysiąca i Jednej Nocy. :) Mam tu na myśli Opowieści sieroty. W zasadzie nie mam jednej ulubionej powieści, ale jeśli ktoś nalega, podaję ten tytuł. :) To niekończąca się historia o kompozycji szkatułkowej, straszna i magiczna, napisana pięknym językiem (autorka używa niezwykłych porównań we wszystkich swoich książkach, np. prześcieradło koloru chleba, może bez kontekstu to brzmi zwyczajnie, ale w trakcie lektury człowiek czuje się, jakby rzucono na niego czar). Jeśli lubisz retellingi, też będziesz zadowolona: pojawia się tu np. dobra macocha, co jest dość rzadkie, jak pisałam w poście o nietypowych macochach. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. eM całkiem lubi wątki miłosne, ale zazwyczaj jako jeden z wątków. Jak chce przeczytać coś typowo romansowego, to bierze obyczajówkę. Szczególnie w czasie sesji ;)
      Łoooo! eM zrobiła mały research w sprawie Valente i miała ją z tyłu głowy, żeby przeczytać jak natrafi na nią, ale teraz to eM musi koniecznie jej poszukać! Już to jak piszesz o niej brzmi cudownie!
      Jeszcze raz wielkie dzięki :D

      Usuń