Chyba wszyscy wiedzą, że eM jest wrażliwa na piękno. Nie ważne, czy to w formie zaklepańcowej, czy w formie okładkowej. Niestety, eM bar...

Chyba wszyscy wiedzą, że eM jest wrażliwa na piękno.
Nie ważne, czy to w formie zaklepańcowej, czy w formie okładkowej.
Niestety, eM bardzo często płaci za tę słabość. Szczególnie w stosunku do okładek książek.

Ha! Chyba eM znalazła nowy temat do eM radzi.

W każdym razie, eM niepokojąco często ma ochotę przeczytać jakąś książkę, bo ma ładną okładkę. Na opis też eM spojrzy, nie myślcie, że nie. Niestety w większości przypadków eM wpada w pułapkę ludzi zajmujących się marketingiem. I psychologią.
Bo eM widząc ładną okładkę od razu myśli, że jeżeli okładka jest taka ładna, to niemożliwe jest, żeby wnętrze było gorsze. eM nawet kiedyś miała o czymś takim na studiach. Widzicie, studia się na coś przydają w życiu!

Niestety, tak nie jest.

Będzie krótko. A raczej eM ma taki plan, bo nie chce nikomu spoilerować. Bo spoilery są brzydkie. I złe. I normalni ludzie nie lubią spoil...

Będzie krótko. A raczej eM ma taki plan, bo nie chce nikomu spoilerować. Bo spoilery są brzydkie. I złe. I normalni ludzie nie lubią spoilerów.
Tak, pisząc to, eM patrzy się w stronę pewnych osób.

Jeżeli pamiętacie, eM nie podzielała hurraoptymizmu amerykańskiej blogosfery książkowej dotyczącego tej książki. Niby straszna nie jest, ale na zachwyty nie zasługuje. Chyba, że to eM się robi stara i nie wie co się będzie podobało młodszemu pokoleniu, do którego skierowana jest książka.

Aż się eM smutno zrobiło.

Wracając do tematu. Zakończenie trylogii o Marze Dyer jest... przewidywalne. I to w takim stopniu, że eM aż nie jest zdziwiona, że było tak przewidywalne. Aż eM zatęskniła za zakończeniem "Wiernej" Veronici Roth. Serio.