To jest ten moment w którym eM poważnie się zastanawia nad tym w jaki sposób jej mózg ocenia książki i dlaczego podpowiada jej, żeby po ...

Marissa Meyer Saga księżycowa (Scarlet, Cress, Winter)

/
9 Komentarze

To jest ten moment w którym eM poważnie się zastanawia nad tym w jaki sposób jej mózg ocenia książki i dlaczego podpowiada jej, żeby po kilku latach wzięła się z kolejne części tych, które pierwsze części jej się podobały, ale jakoś opinie o kolejnych nigdy do niej nie przemówiły, albo miała o nich zupełnie inne wyobrażenie. Czy jakoś tak. 

Czy jest jakiś konkurs na najbardziej złożone zdanie? Jeżeli tak to eM z chęcią weźmie w nim udział z pierwszym zdaniem tego posta jako kandydatem. 

No dobra, coraz częściej wychodzi na to, że przy wybieraniu kolejnych książek do czytania nie należy kierować się swoim mózgiem a przeczuciem. 

eM nie ma pojęcia jak to się stało, że tyle zwlekała z przeczytaniem Scarlet, bo patrząc na opinię o Cinder (pisanie na blogu swoich opinii w końcu się na coś przydało!), to eM była całkiem zadowolona z lektury. 

Chociaż może to i lepiej? Dzięki temu eM nie musiała zbyt długo czekać, żeby dowiedzieć się jak to się wszystko kończy. A czekała miesiąc na ostatnią część i było ciężko, dziękuje bardzo za troskę!

Ale przejdźmy do konkretów.

Po przeczytaniu Cinder, eM bardzo chciała się dowiedzieć co się dalej stało z główną bohaterką. No dobrze, może miało to coś wspólnego z pewnym przyszłym cesarzem, ale czego innego się po niej spodziewaliście?

Niestety, jakimś dziwnym trafem, ubzdurało jej się, że Scarlet jest książką o zupełnie innej bohaterce z tego samego świata (co jest akurat prawdą) i nie będzie w niej zbyt dużo Cinder, którą eM polubiła, zaakceptowała i jak już kiedyś pisała, nawet nie miała ochoty przywalić kapciem za decyzje, które podejmowała.

Oczywiście eM się myliła, dlatego jeżeli jeszcze nie jesteście pewni, czy chcecie zobaczyć co się dzieje dalej, czytajcie uważnie!

Scarlet, tak jak pozostałe części serii wprowadza nowych bohaterów, ale nie zapomina o tych, których już poznaliśmy i pokochaliśmy. Dzięki temu wszyscy wygrywają, bo przy takiej różnorodności bohaterów i ich związków eM jest przekonana, że każdy znajdzie coś dla siebie.

Szczególnie, że historia każdej z tytułowych bohaterek wzorowana jest na dobrze znanej baśni. I wzorowana to słowo klucz. Szczególnie, kiedy większość z nich nie czeka bezczynnie na księcia z bajki, a wręcz czasami ratuje swojego wybranka z opałów. Każda z nich jest inna, ale wszystkie są silne. Nie boją się działać, chociaż sytuacje w których się znajdują są trudne.

Jeżeli ktoś się zastanawia, którą eM najbardziej lubi, to chyba oczywiste, że Cress. I Kapitana Thorne'a (który strasznie przypomina Kapitana Hooka z OUAT) eM też lubi. W końcu eM jest mentalną Roszpunką, a to zobowiązuje.

Wyjaśnijmy sobie pewną sprawę. eM może i często kręci nosem, kiedy czyta kolejną historię w której potrafi wszystko przewidzieć, ale kiedy autor dorzuci jej motyw albo wątek, którego się nie spodziewała, albo zrobi to w sposób, że eM z ciekawością będzie śledziła dalsze losy bohaterów to proszę bardzo. Niech będzie przewidywalne. I tak jest z Sagą Księżycową. Gdyby eM stworzyła ankietę w której mielibyście przewidzieć jak się skończy ta historia, eM jest przekonana, że moglibyście przewidzieć przyszłość.

Damn. Czytanie przewidywalnych książek to jak przepowiadanie przyszłości.
I takim sposobem eM doszła do wniosku, że nie chciałaby przepowiadać przyszłości. Nigdy. Dajcie jej coś ciekawszego jako supermoc.

A tak na serio. Marissa Meyer stworzyła ciekawą historię, której szkielet zbudowała na podstawie wszystkich znanych i lubianych baśni, dlatego oprócz obserwowania poczynań bohaterów, możemy również szukać motywów, które już dobrze znamy, ale w trochę innym wykonaniu. Bo bardziej interesujące jest, gdy bohaterka zgubi na balu stopę zamiast pantofelka, a Roszpunka została zamknięta  w satelicie krążącym wokół ziemi.

No i nie zapominajmy o magii, którą eM ma wrażenie, że Marrisa Meyer posypała całą historię tak jak ozdabia się obrazek brokatem. Delikatnie, ale z zamysłem.
Oprócz typowej dla YA ostatnimi czasy tyranii i walki o odzyskanie wolności, Saga księżycowa porusza problem chorób psychicznych. Może i w niewielkim stopniu, ale jednak.

Saga księżycowa jest serią, którą koniecznie powinni przeczytać fani serialu Once Upon a Time i eM jest nadal w szoku, że wydawnictwo postanowiło nie wydawać kolejnych części po polsku. Wielka szkoda. Szczególnie, że jako całość, seria idealnie równoważy akcje, romans i humor. Nie podoba Ci się któryś wątek? Spokojnie, za kilka stron wrócisz do tego, który Ci się spodobał.
No dobrze, może i były momenty w których wydawało się eM, że autorka się powtarza, ale w ogólnej ocenie może jej to wybaczyć.

To nie jest idealna historia, ale czyta się ją dobrze, więc jeżeli macie możliwość, zapoznajcie się z Sagą księżycową.

Będzie fajnie!

Pytanie do Was: Jakie są Wasze ulubione historie z baśniowymi motywami?
Dla eM nadal numerem jeden jest Wybrana


Patrz! To też Ci sie może spodobać!

9 komentarzy:

  1. szkoda tylko, że nie ma 3 części po polsku...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. eM niestety zdaje sobie z tego sprawę, że nie ma kolejnych części po polsku. Ba! Nawet w tekście dziwiła się, że wydawnictwo nie postanowiło kontynuować serii.

      Zawsze jednak można spróbować się zmierzyć z oryginałem! ;)

      Usuń
  2. Mam Cress nie wiem od jak dawna na półce. I się boję, że jej nie zrozumiem.
    I chcę mieć wszystkie książki w twardej oprawie, bo jest TAKA śliczna.
    A teraz martwi mnie jeszcze, że piszesz, że są przewidywalne. Ja nie miałam takiego wrażenia, gdy czytałam dwa pierwsze tomy :o
    Co pewnie oznacza, że powinnam je przeczytać raz jeszcze... :D Gdy w końcu przemogę się do wzięcia za Cress i Winter i tę książeczkę, która opowiada o Królowej Lawecie, czy jak jej tam było :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mniej pisania i panikowania (nawet w wersji light!), więcej czytania! eM mocno wątpi, żebyś nie zrozumiała Cress. Książki Meyer nie są zbyt wymagające, jeżeli chodzi o znajomość języka, jeżeli jednak chcesz być pewna swoich możliwości, to przeczytaj ponownie dwie pierwsze części właśnie w oryginale. Dwa w jednym ;)

      Okładki są cudowne, to prawda! Szczególnie te oryginalne, chociaż te w polskiej wersji też nie były złe.

      eM akurat nie czytała tej książeczki o Królowej Lavecie (serio, eM też nie pamięta jak się ona tam nazywała) i zbioru opowiadań wydanego już po zakończeniu serii, ale ma to w jakiś bliżej nieokreślonych planach.

      Usuń
  3. O! <3 Moją ulubioną historią z baśniowymi motywami jest aktualnie "Saga księżycowa" :D Ale "Wybrana" jest gdzieś bardzo, bardzo blisko ;)
    Ja też na początku myślałam, że to będą różne bohaterki i po prostu ten sam świat. Nawet nie wiem, skąd mi się to wzięło, chyba jakoś bałam się łączenia tych wszystkich baśni (a wyszło świetnie!). Dopiero gdy kończyłam "Cinder" zorientowałam się, że to nie tak, przecież wątek Cinder nie może być tak urwany...!
    Mnie też bardzo się podoba taka różnorodność wątków i bohaterów. I oni wszyscy są tacy kochani :D Sama nie wiem, kogo z nich najbardziej lubię. No ale Thorne wymiata :D
    Zgadzam się, że bywa przewidywalnie - na przykład ta wielka "tajemnica" z pierwszej części jest dość oczywista, bo przecież chyba wszyscy najpóźniej w połowie orientują się, że Cinder... Nie, nie będę spoilerować^^ No i faktycznie to chyba jedyna rzecz, która trochę uwierała mnie w "Winter" - to wrażenie, że autorka poszła aż zbyt oczywistą drogą. No ale nie narzekam za bardzo, część mnie cieszy się z takiego rozwiązania ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. *przybija piątkę*
      eM też jest pod wrażeniem z jaką łatwością autorce udało się połączyć wszystkie wątki i motywy. Fajnie, że są ludzie, którzy nie boją się próbować takiej zabawy.

      Thorne i Cress powinni dostać CAŁĄ własną książkę. Calutką. eM ich uwielbia! <3

      Tak! Właśnie! Wszystkie wątki były tak poprowadzone, żeby było dokładnie widać jaka to baśń, a że znamy te baśnie to od razu było wiadomo jak to się skończy. Tak samo, albo bardzo podobnie.

      Szkoda, że przewidywalne, ale na plus można zaliczyć, że rozwiązanie całej historii był w gruncie rzeczy słodko-gorzkie. Niby urocze, a tak naprawdę nie było happy-endu. I to chyba najlepsze w tym wszystkim było ;)

      Usuń
  4. Uwielbiam tę serię, stosunkowo niedawno skończyłam ,,Scarlet" i ubolewam nad tym, że nie przetłumaczono kolejnych części. Cierpię tak bardzo. Najpewniej zamówię sobie ,,Cress", chociaż trochę obawiam się, że mój poziom angielskiego nie wystarczy. Ale naprawdę chcę poznać dalszą część tej historii, no i jestem niesamowicie ciekawa tej Cress! Hakerka zamknięta w satelicie zapowiada się naprawdę zacnie, już w ,,Cinder" mnie zaintrygowała:)
    Obawiałam się, że w ,,Scarlet" na pierwszy plan wysunie się właśnie Scarlet, a Cinder trochę się wycofa. Na szczęście tak się nie stało! Uwielbiam Cinder, naprawdę zacna postać (w końcu fajna bohaterka w młodzieżówce!). No i Kai jest zacny. I Iko. No i Thorne rowala system. Wszyscy są cudowni, zabawni, kochani, barwni. Chociaż Scarlet niezbyt polubiłam, wydała mi się nieco... nierozwiniętą postacią, czy coś w tym stylu. I raczej mało ciekawą. Ale to tylko moje zdanie:)
    Oj tak, seria jest niesamowicie przewidywalna. Zwłaszcza, jeśli chodzi o tożsamość Cinder, właściwie już na początku wydało mi się to oczywiste... Ale cała reszta, wielowątkowość, bohaterowie, mieszanie baśni z futuryzmem, zacny klimacik- kupuję, absolutnie kupuję!:D
    Pozdrawiam ciepło,
    P.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie martw się o poziom swojego angielskiego, jeżeli chodzi o Cress! Wcale nie jest napisana takim trudnym językiem! A nawet, jeżeli nie będziesz wszystkiego rozumiała, to zawsze możesz potraktować to jako szansę na szlifowanie swojej znajomości angielskiego. Łączenie przyjemnego z pożytecznym zawsze na propsie!

      Cinder jest naprawdę ewenementem jeżeli chodzi o bycie bohaterką (główną) w młodzieżówce. Z resztą reszta dziewczyn też daje radę i są wobec siebie takie... Ludzkie? Nie ma jakiś niepotrzebnych niesnasek, pomagają sobie i jakoś wspólnie działają. Niezbyt często widzimy coś takiego w literaturze. To miłe!

      Oo! Właśnie! Łączenie baśni z futuryzmem i kropelką sciene-fiction! eM wiedziała, że zapomniała o czymś wspomnieć!
      Klimat jest świetny! Szczególnie, że eM uważa, że nie zawsze trzeba czytać coś co wymaga od nas nie wiadomo jak wielkiego wysiłku umysłowego. Dobrze wykonane, przewidywalne książki też są potrzebne!

      Usuń