12:12

Marie Rutkoski The Winner's Kiss (The Winner's Curse #3)




Pierwsza część nie zapowiadała niczego szczególnego. Druga część spowodowała, że trylogia zyskała w oczach eM. Jeżeli jeszcze nie zapoznaliście się z pierwszą (bądź drugą) częścią, to możecie zobaczyć co eM miała na ich temat do powiedzenia. Napisania. 

A jak było z trzecią częścią?
Zaraz się dowiecie. 
No bo przecież to oczywiste, że jak eM zaczęła czytać coś w oryginale, to w oryginale to skończy.

Jeżeli jeszcze czekacie na tę część po polsku, to możecie obawiać się jedynie tego jaki będzie miała tytuł (bo polskie tytuły poprzednich części nie oddają w pełni ich brzmienia w oryginale) oraz tego jaki kolor będzie miała sukienka na okładce (bo są dwie wersje: zielona i czerwona).

Po za tym?

Było naprawdę dobrze.

Już od pierwszej strony akcja gna do przodu, a przy okazji powoduje, że myśl o spędzeniu kilku lat w miejscu bez dostępu do książek, gdzie emocje nie byłyby wystawione za każdym razem na ciężką próbę, brzmi naprawdę dobrze.

Po przeczytaniu całej serii, eM nadal trudno jest określić jej gatunek. Klimatem przypomina fantastykę, wręcz historyczną, ale kiedy przyjrzymy się, nie ma tam niczego co mogłoby wskazywać na istnienie magii. Są ludzie, są wrogowie, jest strategia.

Po pierwszej części, gdzie wszystko wskazywało na to, że mamy przed sobą kolejną historię miłości dwójki nastolatków i przeszkód, które muszą pokonać, żeby w końcu być razem, trzecia część może być zaskoczeniem.

Romans schodzi na dalsze tory. Nadal jest, ale widać jak Kestrel i Arin dorośli. Jak to, przez co przeszli w czasie dwóch poprzednich części ukształtowało ich. Jak się zmienili i jak te zmiany, problemy w komunikacji czy problemy z zaufaniem są przeszkodami, które muszą pokonać, żeby być razem. Czy im się uda? Przez całą trzecią część nie jest to coś pewnego, a żeby się dowiedzieć, musicie przeczytać ją sami.

The Winner's Kiss, chociaż ma najsłodszy tytuł spośród trylogii, prezentuje brutalny świat pełen przemocy i okrucieństwa. Nie tylko między wrogami, ale także między członkami rodziny. Pokazuje, że to w jaki sposób postrzegamy świat, to z jakiej perspektywy na niego patrzymy wywiera wpływ na to, jakie decyzje podejmujemy. Podobnie jak w The Winner's Crime, autorka więcej uwagi poświęca polityce i strategii. Zwroty akcji? Macie to jak w banku.

Ale nie martwcie się, lżejsze momenty (o ile takimi można je nazwać. No dobra, lżejsze emocjonalnie) też się znajdą, szczególnie dzięki przyjaźni (można już ją tak nazwać?) między Arinem i Rosharem.

Jeżeli czytaliście już dwie poprzednie części, nie martwcie się. The Winner's Kiss jest świetnym zakończeniem tej trylogii. eM Wam współczuje, że musicie na nią jeszcze poczekać. A jak już będziecie mieli ją przeczytać, to przygotujcie się na emocjonalną jazdę. I prawdopodobnie na kaca książkowego.

I nie, w tej części nie było pięknych sukienek. Całe szczęście.
eM nie sądziła, że kiedykolwiek coś takiego napisze. 

No dobra, skoro ich nie było w środku, to porozmawiajmy o tych na okładce.
Okładka z czerwoną suknią, czy z zieloną?
eM jest team czerwona!
Copyright © eM poleca , Blogger