W tym roku eM ponownie zawitała w Krakowie na Międzynarodowych Targach Książki . I ma Wam tym razem trochę do opowiedzenia.  Zacznij...

eM i Międzynarodowe Targi Książki w Krakowie 2016

/
4 Komentarze

W tym roku eM ponownie zawitała w Krakowie na Międzynarodowych Targach Książki.
I ma Wam tym razem trochę do opowiedzenia. 

Zacznijmy jednak od tego, że jeżeli ktoś z Was był już kiedyś na Targach Książki, to wie, że dużej różnicy pomiędzy kolejnymi latami nie ma.

Zacznijmy od samego miejsca w którym odbywają się targi, a do którego dotarcie z centrum Krakowa zabiera trochę czasu (liczcie tak z 40 minut lub więcej w zależności od tego jak szybko chodzicie albo ile osób toczy się razem z Wami w pochodzie do hali). Jak już dotrzecie do hali jesteście już zmęczeni. A po kilku godzinach spaceru między stoiskami eM nadal nie wie jakim cudem udało jej się pokonać tę drogę w drugą stronę, bo nogi odmawiały jej już posłuszeństwa.

W Karkowie na eM czekał Cztery.
I czekolada.
Ale bardziej Cztery.
Myślicie, że to koniec marudzenia? Oto wchodzicie do miejsca w którym książki patrzą na Was z każdej strony. Wam niestety jest trudno cokolwiek zobaczyć, bo 80% czasu macie przed sobą i obok siebie innych ludzi, którzy:
a) idą w tę samą stronę co Wy a przy okazji robi się zator,
b) idą w przeciwną stronę, ale próbują przyśpieszyć i robią zator,
c) stoją przy stoisku i nie można ich wyminąć, więc robią zator,
d) stoją w kolejce do autora i nie mają się gdzie się ruszyć, więc tworzy się zator.
Dodatkowymi atrakcjami są: brak powietrza, łokcie w żebrach, przydeptywanie stóp, ćwiczenie cierpliwości.

eM jest bardzo ciekawa, kto stwierdził, że ustawienie Znaku, Literackiego i Prószyńskiego w jednym kwadracie przy jednej alejce jest dobrym pomysłem. eM poleca tej osobie próbę przejścia tej alejki. Kilkanaście razy w sobotę. Za karę.

To dlaczego eM przyjechała tam po raz drugi?
Bo Targi Książki mają w sobie swego rodzaju magię. To miejsce, gdzie możecie zobaczyć (jak już się przebijecie przez tłumy) książki na każdym kroku. Spotkać ludzi, którzy te książki stworzyli (czyli autorów), macie też ludzi którzy opiekują się nimi na długo zanim trafią na półkę księgarń (redaktorzy, działy promocji). I co najważniejsze: porozmawiać z nimi.
Bo jeżeli jeszcze tego nie wiecie, to na targach nie ma jakiś super okazji do kupienia książek. Owszem, da się znaleźć perełki, ale w większości przypadków to co chcecie kupić znajdziecie taniej w internecie.

Przykład perełki: Americanah w oryginale za 19.00 zł
Niestety ostatnimi czasy eM była tak nieogarnięta, że stwierdziła, że nie weźmie ze sobą książek żeby odstać swoje w kolejce po autograf, no bo po co.
A potem tego żałowała, więc uczcie się na jej błędach!

Targi Książki to też wspaniała wymówka, żeby spotkać się z blogerami, którzy częściej lub rzadziej piszą coś u siebie o książkach. W przypadku eM, która swoją twarz udostępnia jedynie w przypadkach nieopisanej radości takiej jak obrona pisanej w bólu pracy magisterskiej, na przypadkowe spotkania trudno liczyć. Szczególnie, że sama jest niezdolna do rozpoznawania kogokolwiek (serio, wada wzroku plus ogólne nieogarnięcie działa na niekorzyść).

Oto człowiek, który za kilka godzin będzie jechał do Krakowa.

Dlatego eM było przemiło, że w czasie tych trzech dni (no dobra, dwóch dni i wieczora) towarzyszyła jej Nicole z Bucherwelt, która jest przewspaniałą towarzyszką niedoli w wszelakiego rodzaju kolejkach i przeprawach. Drugą osobą z którą eM mogła się spotkać dzięki targom była Gosiarella. Spokojnie, wszyscy Zaklepańcy eM są cali i zdrowi, eM się nie dała!
I nie chodzi tu jedynie o chodzenie między stoiskami, ale także rozmowy w innych lokalizacjach, dotrzymywanie towarzystwa, pilnowanie, żeby wszyscy dotarli do swoich środków transportu do domu (Gosiarella mistrz!) i po prostu spotkanie. I to właśnie przez to towarzystwo eM ocenia tegoroczne targi za udane.

No i wcześniej wspomniany klimat też sporo robi. To przez niego eM wróciła z 4 nowymi książkami, chociaż obiecywała sobie (i wszystkim dookoła), że żadnej książki nie kupi, że tylko wymieni te z którymi przyjechała (a dokładniej tymi, przez które ledwo zamknęła swoją biedną walizkę).

No właśnie. Wymiana książkowa lubimyczytać.
Takie wymiany dają zastrzyk adrenaliny, ale trzeba mieć do nich szczęście. eM nie jest zawiedziona tym co znalazła, ale cały czas czuje niesmak. Szkoda.
eM nauczona doświadczeniem wymian książkowych odbywających się na Warszawskich Targach, namówiła Nicole na przybycie jak najwcześniej się da. Poskutkowało to tym, że byłyśmy mniej więcej 4 (a raczej 7 i 8, bo ludzie czatowali na miejscu dwójkami) na prawie 3 godziny przed rozpoczęciem wymiany. Co z tego, kiedy na kilkadziesiąt minut przed początkiem okazało się, że osoba stojąca przed nami trzymała miejsce jeszcze trzem innym osobom. Bardzo. Kurczę. Miłej. Z. Jej. Strony.
Co jeszcze zirytowało eM? Wprowadzenie dzieci w wieku (na oko) do 10 lat jako "trzymaczy książek". Okej, eM by rozumiała, gdyby dzieciaki chciały wymienić swoje książki i znaleźć coś nowego dla siebie, ale nie kiedy są jedynie po to by wnieść 5 kolejnych książek dla rodzica i stanąć z boku, żeby nie przeszkadzać a następnie jedynie je wynieść z sali wymian.

No i książki, które ludzie przynieśli na wymianę. Nie powinno to dziwić eM, ale bardzo duża część tych książek była... No cóż, eM jest ciekawa, czy ktokolwiek by je chciał. Dobrze, że chociaż zostało wprowadzone ograniczenie, że książki nie mogą być starsze niż z 2000 roku, ale to i tak nie dało zbyt wiele. To niezbyt miłe, kiedy samemu wybierasz ze swojej biblioteczki książki, które były na tyle dobre a zarazem wiesz, że po raz drugi po nie nie sięgniesz, a inne osoby przynoszą dziwne tytuły lub cieniutkie książeczki a same potem wychodzą z świeżutkimi nowościami. I jeszcze mają czelność się tym chwalić. Czasami warto pomyśleć o tym jak sami by się czuli gdyby coś takiego tylko im zostało.

Przegląd książek, które eM przywlokła ze sobą z Krakowa.
Było ciężko. Dosłownie. 
A wiecie co w tym wszystkim jest najgorsze?
Że pomimo tego całego marudzenia, tłoku, gorąca, ludzi cwaniakujących na wymianie eM pójdzie na następne targi. Na te warszawskie na pewno, bo ma na nie 20 minut (oby była otwarta płyta główna stadionu, oby była otwarta główna płyta stadionu). Ale niewykluczone, że pojawi się na krakowskich. Bo ludzie. Bo magia książek.

Masochista level: mól książkowy będący blogerem.

A tak na serio, to eM nie ma już gdzie trzymać książek. Tym razem naprawdę.
Pomocy?


Patrz! To też Ci sie może spodobać!

4 komentarze:

  1. Atmosfera na krakowskich targach jest świetna;) Ale w tym roku z przerażeniem czytałam o dzikich tłumach i niesamowitym ścisku. Myślałam, że problem choć trochę się rozwiązał, po tym jak zmieniono lokalizację targów. A jednak nie:/

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak nie masz gdzie trzymać to przejmę! :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Z jakiegoś nie do końca zrozumiałego powodu, czytam z ogromnym zainteresowaniem tę relację, a przecież byłam z eM! Dalej uważam, że eM zrobiła na targach jeden, karygodny błąd: Nie zrobiła sobie zdjęcia z radiem powstałym ku czci eM! I blogerzy - tak, bez nich targi nie miałyby tyle sensu.
    Ps. Gosiarella mistrz <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeszcze nie byłam na żadnych targach książki, ale ile razy czytam z nich relacje, tym bardziej mam ochotę to zmienić - choć już nie dla promocji, ale dla szansy spotkania innych i dla... klimatu, jak powiedziałaś :)
    P.S.: Jeszcze raz gratulacje obrony!
    P.S.: Towarzystwo na targach miałaś super!

    OdpowiedzUsuń