eM znowu ma opinię inną niż większość blogosfery. Tym razem o Dworze Cierni i Róż . No ale niestety, Sarah J. Maas nie potrafi j...




eM znowu ma opinię inną niż większość blogosfery.
Tym razem o Dworze Cierni i Róż.
No ale niestety, Sarah J. Maas nie potrafi jej w pełni przekonać tym jak zaczyna swoje historie. 

Chociaż wiecie, pomimo wad, eM uważa Dwór Cierni i Róż za lepszą książką niż Szklany Tron.
A w ogólnym rozliczeniu, jest to całkiem przyjemna lektura, która posiada jednak wady, których eM nie mogła nie pominąć.

Na pewno eM podobał się świat wykreowany przez Maas. Niby podobny do tego, który już jest znany ze Szklanego Tronu, a jednak inny. Podczas czytania wielokrotnie eM zastanawiała się, czy autorka nie ukryła dla nas jakiejś niespodzianki (eM jeszcze niczego się nie dopatrzyła, but just you wait!*). Sam pomysł na historię też jest ciekawy, oprócz jednego wątku, o którym eM jeszcze wspomni.

Dodatkowo, eM całkiem nieźle wypadły postacie. Każda ma swój charakter, nie mają przy tym rozdwojenia jaźni, które tak bardzo bolało eM w Szklanym Tronie.
Postacie nie irytują, ale z drugiej strony, eM nie może napisać, że się jakoś do nich przywiązała.
Ba! eM nawet nie potrafiła zapamiętać imienia głównej bohaterki, a raczej myliła je z imieniem jeden ej z sióstr Klausa z Oryginalnych (i czekała przez to na moment, kiedy pojawi się Elijah).

No dobra, najlepszy jest Rhysad. Reszta jest jedynie tłem (a raczej będzie).

Przy okazji, to  wiecie może, czemu Szklany Tron jak i Dwór Cierni i Róż są uznawane są za książki young adult? Bo biorąc pod uwagę tematy poruszane przez obie serie, relacje między bohaterami i objętość krwi, która się przelewa na stronach, eM powiedziałaby, że są one skierowane do trochę starszych czytelników. Ale to tylko kwestia przypisania do gatunku, bo to czy ktoś będzie chciał przeczytać czy nie i w jakim momencie, jest indywidualną kwestią.

A teraz konkrety.

eM zawiodła się na tym, w jaki sposób został osadzony motyw Pięknej i Bestii. Jak na historię, której część promocji opierała się na tym porównaniu, to wyszło to niezbyt ciekawie. Owszem, wątek był widoczny, ale eM miała wrażenie, że był on dodany na siłę tak, aby móc się czymś pochwalić.

A raczej, żeby można było od czego zacząć.

I tu eM może przejść od razu do kolejnego zarzutu, który dotyczy proporcji pomiędzy wstępem, rozwinięciem i zakończeniem.
Coś jest nie tak, jeżeli akcja zaczyna się rozkręcać około 150 stron przed końcem, w przypadku, kiedy książka ma tych stron ponad 500.
eM miała uczucie, że początek był specjalnie napisany tak, żeby pasował do motywu Pięknej i Bestii. Im dalej w fabułę, tym lepiej to wyglądało, szczególnie im dalej oddalaliśmy się od głównego motywu. Tylko czemu początek był rozciągany na ponad 300 stron, a to co najciekawsze i to, gdzie naprawdę można było się popisać zostało upchnięte na sam koniec?

Plus nie można zapomnieć o bezsensownym przypadku insta-love.
Serio. I jeszcze, żeby tam czuć było chemię, ale nie. A szkoda, bo Maas pokazała już, że potrafi pisać tak, że potrzebny nam będzie wachlarz podczas czytania.
Oczywiście, że wątku romantycznego należało się spodziewać od samego początku, ale miejmy jakieś wymagania. I nie ważne jak eM się stara, ale zachowania bohaterów w tym przypadku nie potrafi zrozumieć.

W ogólnym rozliczeniu, Dwór Cierni i Róż był miłą lekturą, ale kiedy .

Bo jest to naprawdę wciągająca historia, która zasługuje na przeczytanie. Szczególnie jeżeli porównujemy ją do innych książek w podobnym stylu.
Jednak eM się nie zgodzi z tym, że jest to najlepsza książka Maas.

Przeczytajcie A Court of Misty and Fury, a wtedy zobaczycie co to znaczy dobrze wykorzystany potencjał.

Tak, eM już czytała i pewnie kiedyś o nim napisze. 

*Serduszko dla każdego, kto wie o co chodzi!

Dzisiaj eM opowie Wam o książce, która okazała się największym zaskoczeniem tego roku (a przynajmniej tego półrocza, bo rok się jeszc...



Dzisiaj eM opowie Wam o książce, która okazała się największym zaskoczeniem tego roku (a przynajmniej tego półrocza, bo rok się jeszcze nie skończył, a eM lubi być zaskakiwana, więc liczy na kolejne niespodzianki!).

Kiedy eM wypatrzy sobie książkę do przeczytania, najpierw stara się stwierdzić do jakich kategorii mogłaby ją sobie przypisać (przypisuje książkom swego rodzaju hasztagi, ale tylko w swojej głowie, serio). Może brzmi to dziwnie, ale dzięki temu eM wie jak ustawić poprzeczkę i do jakich książek porównywać. 

Przepisy na miłość i zbrodnie, zgodnie z tytułem, od razu zostały zakwalifikowane do kategorii miłość, jedzenie oraz kryminał.
Ciekawostka: do takich kategorii w mózgu eM należy też Hannibal (a przynajmniej ten serialowy), dlatego nie chcecie wiedzieć jak wyglądały przypuszczenia eM na temat tego co się może w tej książce.
Zachowajcie spokój, bo eM  po chwili do tego kategorię lekkie i do przeczytania na wakacjach

I co z tego wyszło? 

eM będzie szczera. Przez pierwszych kilkadziesiąt stron było jej trudno przebrnąć, a to ze względu na to, że na każdej stronie albo ktoś coś jadł, albo gotował, albo zastanawiał się co ugotować. A przez kogoś, eM ma na myśli główną bohaterkę, sympatyczną Tannie Marię. 
Zazwyczaj eM nie ma nic przeciwko jedzeniu, ale w takim nagromadzeniu oraz przy tak opisane powodowało, że eM czytała kilka stron i musiała się udać do kuchni, żeby coś zjeść. 

Tak, to było pierwsze zaskoczenie, bo eM nigdy nie miała takiego problemu. 

Dlatego pamiętajcie, że jeżeli będziecie mieli podobną sytuację, a potraficie gotować, to zajrzyjcie na koniec książki! 
eM jest kulinarnym beztalenciem (a do tego jest bardzo niecierpliwa), dlatego nie mogła ich wykorzystać, chociaż bardzo by chciała to zrobić (szczególnie upiec herbatniczki)

Kolejnym zaskoczeniem, był wątek kryminalny. Szczerze powiedziawszy, po przeczytaniu opisu eM spodziewała się, że będzie on dosyć przewidywalny i pewnie przewinie się jedynie delikatnie w tle. 

A wyszło na to, że eM nie pamięta kiedy ostatnio tak się wkręciła w rozwiązywanie zagadki.
O której więcej nic nie napisze, bo przecież nie będzie Wam psuła lektury, prawda?

To co możemy jeszcze znaleźć w Przepisach na miłość i zbrodnię?

  • gorrrący klimat, dzięki któremu można poczuć się jak w Afryce, kiedy za oknem upał, 
  • przepisy na dania o których wcześniej nie słyszeliśmy, 
  • historię zaradnych babeczek, różnych, a jednak podobnych, które prowadzą miejscową gazetę, 
  • życiowe porady wplecione w przepisy (albo odwrotnie),
  • klimat małego miasteczka, 
  • uprowadzone buty,
  • dobry humor,
  • poważniejsze tematy zaserwowane w lekki sposób (czasami może aż za lekko),
  • sympatycznych, trochę tylko schematycznych bohaterów, 
  • miłość w różnej postaci (szczególnie tę do jedzenia)
  • sporo nowych słów (plus za słowniczek na końcu!),
  • dobrą zabawę? 
Początek lektury może i był ciężki, ale to zdecydowanie wina żołądka eM, natomiast, kiedy już się wkręciła, to nie mogła wyobrazić sobie lepszej książki na wakacje. eM bardzo łatwo mogła sobie wyobrazić, że leży na plaży pod wielkim parasolem a wszelakie pyszności ma na wyciągnięcie ręki (nie, eM wcale nie robi się głodna, kiedy pisze o jedzeniu). Przepisy na miłość i zbrodnię idealnie pasują do tego obrazka.

Zostając w klimatach gotowania, jakie jest Wasze popisowe danie? eM próbowała sama na to pytanie odpowiedzieć i wyszło jej, że chyba może tak nazwać pancakes z jagodami (tak, jest tak źle, jeżeli chodzi o eM i kuchnię).

A tych, którzy lekturę mają już za sobą, eM chciała poinformować, że goodreads.com nieśmiało jej pokazuje, że istnieje druga część przygód Tannie Marii.

Za możliwość przeczytania Przepisów na miłość i zbrodnię (przedpremierowo!), eM serdecznie dziękuje:

Wydwanictwo Otwarte

Nie bądźcie jak eM, uważajcie co na to, co robicie.  A przynajmniej wtedy, kiedy chcecie uniknąć spoilerów.  Są ludzie, którzy ...



Nie bądźcie jak eM, uważajcie co na to, co robicie. 

A przynajmniej wtedy, kiedy chcecie uniknąć spoilerów. 

Są ludzie, którzy nienawidzą spoilerów. Są też tacy, którym żaden spoiler nie zepsuje humoru. 

eM ma dziwną relację ze spoilerami, jeżeli można to tak nazwać. 
Z jednej strony, doskonale wie, że nie od wszystkich spoilerów da się uchronić (szczególnie, kiedy coś ma kilkadziesiąt lat i część ludzkości dawno się już z tym zapoznała), ale z drugiej strony, nie chcecie wiedzieć co eM robi, kiedy komuś w jej towarzystwie się coś wymsknie.

Jest jeszcze jedna opcja, która niestety w przypadku eM zdarza się najczęściej, kiedy natrafia się na spoilery przez przypadek i wtedy nie wie co ma ze sobą zrobić. I nawet nie może napisać, że ktoś jej to zrobił, bo chociaż wie doskonale co robić, żeby unikać spoilerów, to zawsze przyjdzie taki czas, że machnie na to ręką i dostanie spoilerem po oczach. 

I wierzcie lub nie, ale eM już sporo rzeczy zaspoilerowała sobie w życiu, nawet nie zdając sobie sprawy z tego, że natknęła się na spoilery. Brzmi dziwnie? Chodzi o to, że eM przeczytała coś, co wydawało jej totalnym nieporozumieniem, a w trakcie czytania/oglądania okazywało się, że to jednak najprawdziwsza prawda.


I to właśnie o tym będzie dzisiejszy poradnik. 

Gotowi? 

Zacznijmy od najbardziej oczywistej sprawy. Jeżeli chcecie uniknąć spoilerów, nie zaglądajcie nigdy na ostatnią stronę. Może i wydaje się to logicznym posunięciem, ale na ostatnią stronę można zajrzeć też przez przypadek. 
Na przykład, kiedy szukasz spisu treści. Albo informacji o autorze. Czasami chcesz zobaczyć jaka jest kolejna książka w serii, a palce nie chcą z Wami współpracować i co się dzieje? Wasz wzrok ląduje na ostatniej stronie. 
Dwa zdania jeszcze przeżyjecie. Natomiast rzucenie okiem na dwie ostatnie strony bywa bolesne. 

eM nawet skusiłaby się o stwierdzenie, że czytanie książek w formie elektronicznej broni od tego rodzaju spoilerów. Nie musicie się obawiać Waszych palców, wiatru czy złośliwie zmieniających swoje miejsce zakładek. 

Kolejnym problematycznym miejscem są opisy książek, seriali czy filmów. Kiedy w przypadku filmów i seriali bardziej chodzi tu o opisy kolejnych odcinków czy części (ile razy eM wiedziała czy ktoś przeżyje, czy nie, bo przeczytała wszystkie opisy, które były dostępne), to w przypadku książek, oprócz takiego spoilera, możecie dostać nożem w plecy od tych, którzy powinni stać na straży tego, żeby zbyt ważne informacje nie zostały ujawnione na z tyłu książki. Tak, tak. eM pisze o Wydawcach książek i o tych, którzy potem te książki promują. 
Przypadek może i niezbyt rozpowszechniony, ale jeden z najbardziej bolesnych. 


Poszukiwanie informacji też nie jest łatwe. Wydawałoby się, że encyklopedie wiki dla poszczególnych fandomów nie będą aktualizowane zbyt szybko. Takie myślenie prowadzi do poznania dalszych losów bohaterów. Albo przyszłych wydarzeń. I to niekoniecznie muszą być wiki, ale też inne strony zbierające informacje z fandomów. I tu nie chodzi tylko o szukanie informacji o kolejnych częściach, ale również sprawdzenie jakiś niewinnych informacji.

O mediach społecznościowych eM chyba nawet nie powinna pisać, bo chociaż niektóre z nich próbują pomóc (np. tumblr pozwala na zablokowanie spoilerowych tagów), to i tak nie wszyscy ludzie tego przestrzegają. Z drugiej strony, nie ma się co dziwić, bo po szczególnie emocjonujących odcinkach, czy po przeczytaniu książki po której został kac książkowy trudno się opanować. A czasami ktoś naprawdę nie chce spoilerować, tylko mu się coś przez przypadek wymsknie, albo kogoś źle zrozumie (eM jest podręcznikowym przykładem takiej osoby) Po za tym, chyba nikt nigdy nie ustalił dokładnie ile czasu musi minąć, aby spoilery przestały być spoilerami. Ba! Chyba nawet nikt nigdy czegoś takiego nie stworzy. Ale to temat o którym eM napisze kiedy indziej.



Dlatego, jeżeli naprawdę chcecie uniknąć spoilerów:


  • pożegnajcie się z Internetem, dopóki nie zobaczycie/nie przeczytacie tego co chcecie zobaczyć/przeczytać. Co robić w międzyczasie?No, ten... Coś... Ciekawego? 
  • tradycyjne media? eM nie ryzykowałaby na Waszym miejscu!
  • ograniczcie swoje kontakty z innymi osobami. Przeprowadźcie naprawdę ścisłą selekcję tego z kim rozmawiacie i bądźcie pewni, że ta osoba wie o czym ma Wam nie mówić. 
  • rozmowy telefoniczne są dozwolone, aczkolwiek zamiast przywitania pamiętajcie, żeby przypomnieć osobie po drugiej stronie co się z nią stanie, jeżeli zaspoileruje. 
  • tak w ogóle, to najlepszym wyjściem byłoby zabarykadowanie się w domu. 
  • może nawet lepiej żeby był to Wasz pokój?
  • a najlepiej zawinąć się wtedy w w koc i udawać, że nas nie ma. 
  • dzięki temu można nadrobić zaległości książkowe. 
  • chociaż po przemyśleniu sprawy, to nawet w książkach są spoilery z książek innych autorów. 
W skrócie: ze spoilerami nie wygrasz. 
A przynajmniej eM nie podejmuje się tej walki. 

A może Wy macie jakieś skuteczne sposoby na spoilery? Dajcie znać!

A dzisiaj wracamy do czasów, kiedy eM pisała o książce, którą czytała już jakiś czas temu, ale nie udało jej się wcześniej o niej napis...


A dzisiaj wracamy do czasów, kiedy eM pisała o książce, którą czytała już jakiś czas temu, ale nie udało jej się wcześniej o niej napisać, bo jak zwykle nie sprzyjał jej ani czas ani wena.

Cieszycie się?
Bo mózg eM trochę paruje od wysiłku związanego z przypomnieniem sobie szczegółów. 

Część z Was może się spytać, dlaczego w takim razie eM trudzi się, żeby napisać coś o Imperium Ognia (pomińmy milczeniem polski tytuł, dobrze? eM zamierza nazywać tę książkę Imperium ognia, bo na pisanie całego tytułu nie ma siły)

To prawda, znajdziemy w niej typowe dla większości młodzieżówek schematy. 

Mamy młodą dziewczynę, która  chce uratować brata, który został pojmany przez Tych Złych. W związku z tym, dziewczyna dołącza do Tych Dobrych, którzy mają jej w tym pomóc, w zamiana za zbieranie informacji od środka o Tych Złych. 

Mamy młodego chłopaka, któremu niezbyt odpowiada bycie po stronie Tych Złych i chociaż chciałby coś z tym zrobić, to mu to trochę nie wychodzi. 

Oczywiście, że jest trójkąt! A nawet dwa! 
Dodatkowe punkty w zbieraniu typowych elementów młodzieżówek należy przyznać za bohatera, który przez długi czas nie zorientował się, że jego najbliższa przyjaciółka nie chciałaby być jedynie jego przyjaciółką. 

Faceci. 
Chociaż plus za to, że tym razem to płeć męska nie ogarnia sytuacji (Katniss i Clary, eM patrzy na Was!)

To dlaczego jednak jest na tak?

Bo Sabaa Tahir stworzyła naprawdę ciekawy świat. I większość bohaterów. 

Mamy tutaj skrzyżowanie swego rodzaju Starożytnego Rzymu ze światem fantastycznym z dodatkowym czymś, czego eM nie jest w stanie dookreślić. 
I chociaż główni bohaterowie mieli swoje lepsze i gorsze momenty (główna bohaterka momentami zasługiwała na cios kapciem, ale to YA, eM nie wie czego się spodziewała), a to z ich perspektywy obserwowaliśmy co się dzieje (więcej niż jeden narrator zawsze na plus!), to reszta bohaterów daje radę. Tak samo jak opis dwóch wrogich nacji i ich kultury. Chociaż o tym eM z chęcią coś więcej przeczyta. 

Jak przystało na historię o podboju jednego narodu przez drugi, jest brutalnie. Może krew nie leje się strumieniami, ale bohaterowie, jak na bohaterów książki młodzieżowej nie mają lekko. (No w końcu Autorzy zaczynają sobie zadawać trud wprowadzenia chociaż pozorów zachowania, które znamy chociażby z lekcji historii, czy nawet obecnie, z telewizji. Brzmi strasznie, kiedy po raz kolejny czyta się o walczących o uratowanie świata nastolatkach bez zadrapania, to eM zaczynają boleć oczy od ich wywracania)

Dodatkowe punkty od eM na tak, Imperium ognia dostaje za turniej (który był dobrze pomyślany, zadania podczas niego były interesujące, a jego wynik nie jest tak oczywisty jakby się to mogło wydawać. Gdyby Maas coś takiego stworzyła w Szklanym Tronie eM nie musiałaby tak marudzić!), oraz za przepowiednię. 

Kto nie lubi starej, dobrej przepowiedni, której spełnienia wszyscy chcą uniknąć? 

I eM jest bardzo ciekawa, kto pozwolił na to, żeby rozeszła się informacja, że Imperium ognia będzie jednotomową książką. Z takim zakończeniem pogodziliby się chyba tylko masochiści. 

Całe szczęście, druga część, A Torch Against the Night wychodzi w oryginale 30 sierpnia. eM nie może się doczekać polskiej wersji! (Chociaż jak się naprawdę nie będzie mogła doczekać, to przeczyta to to w oryginale). 

Książka czyta się szybko, a opisana historia gwarantuje kilka dni naprawdę dobrej zabawy. 
No chyba, że nie będziecie mogli przetrawić typowych schematów z młodzieżówek, wtedy przygotujcie oczy na wywracanie nimi. 

Macie jakieś dobre książki zawierające przepowiednię i/lub turniej?