Fandom oszalał. Może to nie jest najlepsze określenie dla fandomu, który nigdy zbyt normalny nie był ( eM to z miłością pisze!) , ale ...

Rzecz o zaginionym odcinku, czyli o zamieszaniu wokół Sherlocka

/
0 Komentarze

Fandom oszalał.
Może to nie jest najlepsze określenie dla fandomu, który nigdy zbyt normalny nie był (eM to z miłością pisze!), ale powiedzmy sobie szczerze, chyba żaden fandom nie jest. Jednak to co się wydarzyło w ciągu ostatnich kilku dni wśród osób przyglądających się przygodom jedynego na świecie Detektywa- konsultanta Sherlocka Holmesa i jego najlepszego przyjaciela doktora Johna Watsona w wersji duetu Mofiss (Steven Moffat i Mark Gatiss), sprawiło, że fandom stał się jeszcze dziwniejszy. 

I żeby była jasność: to nie jest opinia eM o czwartym sezonie. To próba poukładania tego wszystkiego, co wydarzyło się w przeciągu ostatniego tygodnia (no może trochę więcej). Tylko wiecie, eM zakłada, że oglądaliście cały czwarty sezon albo nie straszne Wam możliwe spoilery.

Ale zacznijmy od początku.

W dzisiejszym poście towarzyszyć nam będzie Moriarty.
eM wie, że się stęskniliście. 

Chyba trudno znaleźć kogoś, kto nie kojarzyłby Sherlocka w wykonaniu BBC. Nawet nieważne, czy ktoś go oglądał.
Wiecie to ten serial, który pojawia się raz na kilka lat, a w sezonie ma tylko trzy odcinki.
Dodatkowo, jego widzowie zostali przyzwyczajeni do tego, by tak jak główny bohater doszukiwać się we wszystkim wskazówek. Tylko w odróżnieniu od Sherlocka (no dobra, może nie zawsze), czasami szukają dziury w całym.

Problem w tym, że czekanie na kolejne sezony powodowało wzrost oczekiwań. Nic w tym dziwnego. To chyba normalne, że im dłużej na coś czekamy, tym większą mamy nadzieję, że będzie to coś dobrego, a w przypadku Sherlocka coś, co pozwoli zobaczyć jak wszystko było dokładnie zaplanowane od początku do końca, przez co trzeba będzie owinąć się w szok-kocyk i próbować zrozumieć jak można było tego nie przewidzieć, bo przecież wskazówki były takie oczywiste!

Rok czy dwa, dało się jeszcze wytrzymać.
Jednak trzy lata oczekiwania na czwarty sezon (eM nie wlicza odcinka specjalnego!) spowodowały, że ludzie zaczęli tworzyć własne teorie, których część, była krótko mówiąc naprawdę dobra.
Co z kolei spowodowało, że oczekiwania co do tego co wymyślili twórcy Sherlocka wzrosły jeszcze bardziej. Bo część osób myślała, że doskonale wie, co się wydarzy.


Tak miał wyglądać fandom po czwartym sezonie...
Przez pierwsze dwa odcinki nie było źle.
Oczywiście, każdy inaczej je odebrał, ale już wtedy pojawiały się głosy, że to już nie jest to. Ale ludzie cały czas mieli nadzieję, że wszystko nabierze sensu w trzecim odcinku, tak jak to zwykle było w poprzednich sezonach.

Szaleństwo zaczęło się, kiedy w internety poszła informacja, że wyciekł ostatni odcinek czwartego sezonu Sherlocka. Z rosyjskim dubbingiem.
Co od razu skierowało wnikliwe mózgi na powtarzaną w kilku odcinkach informację, że nadchodzi wschodni wiatr. Wiecie. Że niby odcinek wyciekł z Rosji, że idzie od wschodu, to pewnie coś jest na rzeczy.

Szczególnie, że ludzie, którzy mieli możliwość (chodziło przede wszystkim o znajomość języka) obejrzenia go, powiedzieli jasno: to niemożliwe, że coś tak słabego może być ostatnim odcinkiem Sherlocka. O czym po kilkunastu godzinach mogło przekonać się jeszcze więcej ludzi, kiedy wyciekła wersja z oryginalnym dźwiękiem z tureckimi napisami.

Nie jeden, a dwa wycieki w ciągu kilkudziesięciu godzin? Może i coś takiego się zdarza, ale najdziwniejsze było podejście twórców, którzy na Twitterze i na oficjalnym fanpage'u napisali o tym.
eM nie wie jak wy, ale zazwyczaj jak coś wyciekło, to dowiadywała się tego z fanowskich źródeł, a twórcy co chwila próbowali to ściągnąć z internetu (z mniejszym lub większym skutkiem, ale było widać, że COŚ robią) przy okazji starając się nie rozpowszechniać informacji.

W międzyczasie fandom przypomniał sobie o podkreślonym przez Sherlocka stwierdzeniu w drugim odcinku czwartego sezonu: Ludzie przestają szukać po trzech. Wtedy naprawdę dużo osób było przekonanych, że odcinek, który wyciekł nie jest prawdziwym odcinkiem. Że prawdziwe zakończenie zobaczymy dopiero wtedy, kiedy Sherlock będzie miał oficjalną premierę ma BBC One.

Szczerze powiedziawszy, eM naprawdę chciała w to wierzyć, bo siedzący w niej mały marketingowiec już widział piękny przypadek promocji do opisania, ba! eM już widziała siebie w poniedziałek, rozmyślającą o tym, czy może jednak trzeciej pracy magisterskiej nie napisać w oparciu o kampanię Sherlocka.

Czekanie na premierę Ostatecznego Problemu

Niestety, twórcy nie byli tak genialni, jak chcieliby niektórzy.
Odcinek, który wyciekł, był tym który można było obejrzeć w telewizji.

I wtedy zaczęło się naprawdę.
eM wie, że są osoby, którym sezon czwarty się podobał i nie mają nic przeciwko temu, żeby teraz spokojnie czekać na kolejny sezon (który i tak nie jest pewny).

Spora część jednak ma odmienne zdanie na ten temat. Do tej grupy zalicza się eM.
The Final Problem był dla eM zbieraniną ledwo połączonych ze sobą scen, która w żadnym wypadku nie wyjaśniła tego, co miała wyjaśnić. A podobno to dzięki temu odcinkowi, pierwszy odcinek (który też nie powalał na kolana) miał nabrać sensu.

Ba! Twórcy zapewniali, że jeżeli uda im się zrobić to co mają w planach to przejdzie to do historii telewizji.
eM się pyta, do jakiej historii ma przejść Ostateczny Problem

Przykład przechodzenia do historii

Dlatego w ciągu ostatniego tygodnia powstało więcej teorii, niż w przeciągu tych trzech lat oczekiwania na czwarty sezon.

I nie powinno nikogo dziwić, że wszystkie teorie opierają się na tym, że istnieje zaginiony, czwarty odcinek, dzięki któremu wszystko się wyjaśni.
Dlaczego? eM nie chce tutaj wchodzić w szczegóły, bo o wszystkich teoriach najlepiej poczytać samemu (eM służy linkami! I poleca tumblr). Jednak jest coś, co powtarza się dosyć często: a co jeśli luki fabularne i szeroko rozumiany brak wyjaśnień jest spowodowane tym, że to co się działo w The Final Problem było snem Johna Watsona, który został postrzelony na koniec drugiego odcinka? Czymś, czym dla Sherlocka była Upiorna Panna Młoda.

Brzmi nieźle? Tego jest dużo więcej.

eM doszła już do momentu w którym obstawia, że cały trzeci i czwarty sezon to historia opowiedziana przez Andersona, bo Sherlock skoczył i nie wrócił (btw, wiecie, że nadal nie mamy informacji co się tak naprawdę stało?). 

A jeżeli wszyscy są nastawieni na odcinek, to kiedy mógłby się pojawić?
Jest kilka opcji.

Na przykład istnieje opcja, że dzisiaj, premierę nowego serialu na BBC One (Apple Tree Yard, do którego tytułu fani Sherlocka też znaleźli nawiązania) przerwie Moriarty ze specjalnym komunikatem, po którym pojawi się ostatni odcinek.

Kolejny wyciek? To też jest prawdopodobne.
Tak samo jak to, że pojawi się jako dodatek na DVD (chociaż wieść niesie, ze część osób ma już DVD i nic nowego na nim nie ma).

Najciekawszą teorią, jest nowy odcinek 8 marca, czyli wtedy, kiedy miał się rozpocząć serial, którego reklamę można było zobaczyć w The Lying Detective. Rouge ma mieć premierę właśnie tego dnia, a jego hasłem promocyjnym jest THE SECRET WILL BE UNLEASHED. 

Przypadek? eM nie wie jak Wy, ale tu naprawdę może być coś na rzeczy.
Szczególnie, że po ostatnim odcinku, znowu pojawiła się wiadomość od Moriarty'ego.
Co najciekawsze, znowu wyglądał tak jak na filmiku z Miss me, a nie tak jak na filmach dla Eurus (Euros? Jak się ona w końcu nazywa?).
Jim, co ty kombinujesz?

eM aż nie chce się wierzyć, że ludzie, którzy umieścili wycinek z gazety o Cereal Killerze w The Empty Hearse, przestali dbać o szczegóły.

... a teraz fandom wygląda tak.
Ale wiecie co? 
eM nie zdziwi się również, jeżeli to wszystko będzie szukaniem dziury w całym fanów, którzy chcieliby wierzyć, że Ci, którzy tworzyli wspaniałe historie w poprzednich sezonach, nadal mają plan na Sherlocka. Że te nieścisłości czy brak wyjaśnień był zaplanowany i teraz wystarczy poczekać na nowy odcinek, żeby wróciła w nich wiara. Czy to w zagubionym odcinku, czy w piątej serii. 

Sam pomysł istnienia czwartego, specjalnego odcinka Sherlocka wydaje się być idealnym pomysłem dla tego serialu, szczególnie, jeżeli naprawdę twórcy zostawili widzom wskazówki dotyczące jego istnienia (a przy okazji, chwalili się, że trzeci odcinek kosztował dwa razy więcej niż zwykle i kręcili go dłużej). A jeżeli już się pojawi, to eM coś czuje, że jego zapowiedzią będzie pojawienie się naszego ulubionego Kryminalisty- Konsultanta

Bo w końcu ktoś musi nas o tym fakcie poinformować, a kto jak nie Moriarty? 

Jednak eM, pomimo obserwowania teorii, stara się nie nastawiać. Bo jeżeli zostaniemy z tym co już widzieliśmy, to będzie bolało. I chyba lepiej już zacząć sobie z tym radzić już teraz. 

eM ma nadzieję, że jeszcze będzie miała okazję zobaczyć Moriarty'ego.
Nie zdziwi się, jeżeli stanie się to niedługo.
Nie zdziwi się, jeżeli będzie musiała na to długo poczekać.
A Wy co myślicie?  Czy istnieje czwarty odcinek czwartej serii?
Macie swoje ulubione teorie?


Patrz! To też Ci sie może spodobać!

Brak komentarzy: