Dobra, o ile chcecie się założyć, że druga część Mrocznych Intryg w polskiej wersji będzie miała tytuł Pan Cień ( ewentualnie Pan Cie...

[Same Spoilery] Cassandra Clare - Lord of Shadows (The Dark Artificates #2)

/
0 Komentarze

Dobra, o ile chcecie się założyć, że druga część Mrocznych Intryg w polskiej wersji będzie miała tytuł Pan Cień (ewentualnie Pan Cieni albo Pan Cienia)?

Dla niewtajemniczonych: Lord of Shadows to druga część trylogii Dark Artificates (Mroczne Intrygi), która dzieje się w świecie Nocnych Łowców. Jeżeli nie znacie szczegółów, a chcielibyście je poznać, to zobaczcie post eM o kolejności czytania książek i serii składających się na Kroniki Nocnych Łowców

Teoretycznie Mroczne Intrygi opowiadają oddzielną historię, która nie wymaga znajomości poprzednich tomów. W praktyce, osoba która zaczyna swoją przygodę z książkami Cassandry Clare od Pani Nocy, może mieć problem z odnalezieniem się w tym świecie. Nie będzie też rozumiała zależności między bohaterami. I różnego rodzaju nawiązań do przeszłych (lub przyszłych?) wydarzeń.

Po trochę przydługim wstępie, eM chciałaby jeszcze raz przypomnieć, że to co przeczytacie poniżej będzie zawierało spoilery i to takie dotyczące Pana Cienia, dlatego jeżeli jeszcze nie czytaliście i nie chcecie się natknąć na jakąś wrażliwą informację - wróćcie jak już to zrobicie.

Wszyscy poinformowani?
Gotowi?

To zaczynamy!
Lord of Shadow jest niezłą cegłą. eM nie wie, czy Cassandra Clare wzięła sobie za punkt honoru pisanie coraz dłuższych książek o Ganiaczach Cieni, ale jeżeli tak jest, to czytanie końcowych części Kronik może być problematyczne. Nie mówiąc już o polskim wydaniu, które nadal prezentuje się w miękkiej, klejonej okładce, której eM boi się szerzej otworzyć, żeby nie grzbiet na tym nie ucierpiał, z tym to dopiero będzie problem przy ostatnich częściach.

Szczerze powiedziawszy (napisawszy?) eM czytała Pana Cienia już jakiś czas temu i część wydarzeń zatarła jej się w pamięci. Co z jednej strony nie powinno dziwić, z drugiej zaś - powinno dać do myślenia. Jeżeli po miesiącu musimy się mocno zastanowić co się działo, to albo zaczyna szwankować nam pamięć, albo nie działo się nic wartego zapamiętania.


Czyżby eM widziała jakieś figury geometryczne?

Tak jak to bywa z drugimi częściami trylogii, tak i tym razem na pierwszym planie pojawiły się relacje pomiędzy bohaterami. I tak, szczególnie relacje romantyczne. A dokładnie to relacje  między trzema grupami bohaterów. Część z nich (no dobra, większość) skupia się oczywiście na relacjach romantycznych.

Julian/Emma (bonus: Mark)
Nasza typowa (wręcz obowiązkowa!) para, która chciałaby być razem, ale nie może i dlatego przestaje się z sobą komunikować, co powoduje więcej złego niż dobrego. Osobno - jedne z najbardziej interesujących postaci. Razem - nie do zniesienia.
Jedyne ciekawe, wspólne momenty mieli w momencie, kiedy Mark udawał chłopaka Emmy.
Czy eM wspomniała już, że kocha Marka?

Mark/Cristina/Kieran (mini bonus: Perfekcyjny Diego)
Jeżeli chodzi o trójkąty w książkach młodzieżowych, eM zazwyczaj ma swoją ulubioną kombinację i częściej niż rzadziej okazuje się, że ma nosa do wyborów, bo kombinacja okazuje się zgodne z tym, co autor/autorka wymyśli dla swoich bohaterów. Do tej pory tylko trio z Diabelnych Maszyn spowodowało, że eM nie wiedziała kogo wybrać i chciała ich wszystkim razem w jednym miejscu, gdzie będą sobie radośnie żyli. Mark, Kieran i Cristina zmienili tę statystykę, teraz są już dwie takie kombinacje. Zachowują się jakby byli z innej epoki, komunikacja między nimi jest naprawdę słaba - ale eM chce, żeby byli razem. Na zawsze.

Ty/Kit/Livvy
W tym przypadku nie musimy się decydować kogo widzimy z kim (a raczej kogo widzimy z obowiązkowym Herondale'em). Po pierwsze dlatego, że Cassie się wygadała kto będzie głównym bohaterem The Wicked Powers, ale też ze względu na zakończenie Pana Cienia. Ale do tego wrócimy.
Zrobienie z tej trójki jednych z głównych narratorów powieści było bardzo dobrym pomysłem. Mamy dzieciaki, które walczą z nie tylko z własnymi problemami, niezrozumieniem, zbyt wielkimi oczekiwaniami ze strony innych, ale walczą także o przeżycie. I żyją w świecie, w którym sami muszą walczyć i zabijać. Plus nawiązania do Sherlocka - tego nigdy nie jest za wiele!

Przy okazji: po przeczytaniu Lord of Shadows, eM zaczęła mieć poważne wątpliwości, czy serie Cassandry Clare powinny być nazywane Kronikami Nocnych Łowców, kiedy to Magnus Bane co chwilę ratuje wszystkim tyłki. Nie inaczej było i tym razem, co z jednej strony ucieszyło eM (no bo to Magnus), a z drugiej strony lekko zirytowało (bo ile można, skoro Łowcy i tak zapominają słuchać się Bane'a). Niestety, nawet Magnus ma swoje ograniczenia o czym można się przekonać na samym końcu (powtarzajcie razem z eM: wszystko będzie dobrze, za dwa lata wszystko się wyjaśni - sam Magnus musi jeszcze przez co najmniej dwie (licząc jego własną serię to trzy) serie ratować tyłki Nocnym Łowcom. Prawda?)

Tak wyglądała eM za każdym razem,
kiedy pojawiały się nawiązania do innych książek o Nocnych Łowcach

W drugiej części Mrocznych Intryg wrócimy do Instytutu w Londynie - wszyscy, którzy są spragnieni poczują ducha (DOSŁOWNIE!) Diabelskich Maszyn. Dla wszystkich, którzy czytali serię o Nocnych Łowcach, która rozgrywała się w wiktoriańskich czasach oraz dla tych, którzy orientują się o czym będzie kolejna trylogia (The Last Hours), Cassie umieściła sporo nawiązań i niespodzianek, których trudno nie zauważyć. 

Jednak chyba warto byłoby porozmawiać o głównym wątku. 
Napięcie między Nocnymi Łowcami a Podziemnymi jest coraz większe. Oczywiście, część Ganiaczy Cieni będąca Ganiaczami Cieni, którzy nie potrafią się uczyć na błędach przeszłości (czy tak łatwo da się zapomnieć o Valentine i jego kręgu? A historii powszechnej to ich tam w Alicante nie uczą?) i chcą ograniczenia praw Podziemnych. 
Tak, tak. Lord of Shadows to kolejna książka w której możemy zaobserwować jak mała grupka fanatyków chce zdobyć władzę, żeby wprowadzić swoje rządy skierowane przeciwko tym, którzy są inni. I wiecie co? Nieważne w jakiej książce przedstawiony jest ten wątek - za każdym razem eM jest przerażona jak o nim czyta. 

Z innych wątków: 
- dowiadujemy się więcej o Unseelie Court (ktoś uratuje eM przypominając jakie jest polskie tłumaczenie?) 
- pojawił się motyw, który ułatwia życie autorom - przywracanie do życia. Mamy pierwszego już-nie-umarłego (nie mylić z zombiakami), dzięki któremu rodzinka Blackthorne ma taką samą liczbę członków. 
- nie wszyscy Nocni Łowcy są szczupli i wysportowani, pojawił się wątek Dru, która walczy z tym jak inni (i ona sama) ją postrzega, ze względu na jej problem z wagą. 
- Clary nadal się nie nauczyła, że warto by było powiedzieć więcej niż jednej osobie, że ma się straszne wizje, w których się umiera. 
- pojawił się pierwsza bohaterka transseksualna i od razu dostała miejsce, żeby się wypowiedzieć! 
- Kit jako obowiązkowy Herondale wymiata. Informacja potwierdzona naukowa: Herondale'owie sarkazm mają we krwi. 

eM nie była w stanie przewidzieć, że zakończenie Pana Cienia (przyzwyczajajmy się)
tak ją zaboli.
A teraz przejdźmy to zakończenia. 
eM się nie spodziewała tego. Co prawda może i przeszło jej przez myśl, że dawno się z nikim ważnym nie pożegnaliśmy, ale nie myślała, że Cassie to zrobi. 
No dobrze, to było podejrzane, że w ostatnich kilku rozdziałach Robert Lightwood został przedstawiony w tak dobrym świetle - gość za którym chyba nikt nie przepada (ani wśród bohaterów ani wśród czytelników) nagle zachowywał się tak, że eM stwierdziła, że hej! może w końcu się zmienił (albo po prostu na tle grupki CienioNazistów wyglądał dużo lepiej), ale zabicie kogoś, kto pełnił jedną z najważniejszy funkcji w świecie Nocnych Łowców? eM coś czuje, że niedługo (znaczy za dwa lata, jak wyjdzie ostatnia część) zrobi się gorąco. 

Za to śmierci Livvy eM się nie spodziewała, szczególnie, że kilka dni wcześniej Cassie ogłosiła głównych bohaterów The Wicked Powers i eM będąc eM pomyliła Drusillę z Livvy. To stało się tak szybko! To będzie jedna z tych śmierci, które wpłyną na to, jak potoczą się dalsze losy reszty bohaterów, szczególnie Ty'a, który był mocno związany ze swoją siostrą bliźniaczką. 

Kącik teorii: 
- Pomiędzy wierszami da się wyczytać coś, co sugeruje, że do świata żywych wrócił jeden z czarowników - a dokładnie najlepszy przyjaciel Magnusa. Wiecie o kim mowa? 
- W pewnym momencie, Drusilla przez przypadek znajduje się w dziwnym miejscu, gdzie spotyka chłopca - jego opis jest dość specyficzny. I wskazuje na to, że to mógłby być syn Królowej Seelie i Sebastiana (aka Jonathana, aka brata Clary). Same wypowiedzi Królowej Seelie wskazują na to, że odebrano jej kogoś, kogo kochała. Szczerze? eM nie chciałaby, żeby okazało się to prawdą. 

A teraz przyznajcie się, kto z Was dotrwał do końca wpisu? Pewnie niezbyt wiele, dlatego nie przedłużając: Lord of Shadows jest kolejną ciekawą historią ze świata Nocnych Łowców. Dla tych, którzy czytali poprzednie części - pozycja obowiązkowa.  


Patrz! To też Ci sie może spodobać!

Brak komentarzy: