Fandom oszalał. Może to nie jest najlepsze określenie dla fandomu, który nigdy zbyt normalny nie był ( eM to z miłością pisze!) , ale ...


Fandom oszalał.
Może to nie jest najlepsze określenie dla fandomu, który nigdy zbyt normalny nie był (eM to z miłością pisze!), ale powiedzmy sobie szczerze, chyba żaden fandom nie jest. Jednak to co się wydarzyło w ciągu ostatnich kilku dni wśród osób przyglądających się przygodom jedynego na świecie Detektywa- konsultanta Sherlocka Holmesa i jego najlepszego przyjaciela doktora Johna Watsona w wersji duetu Mofiss (Steven Moffat i Mark Gatiss), sprawiło, że fandom stał się jeszcze dziwniejszy. 

I żeby była jasność: to nie jest opinia eM o czwartym sezonie. To próba poukładania tego wszystkiego, co wydarzyło się w przeciągu ostatniego tygodnia (no może trochę więcej). Tylko wiecie, eM zakłada, że oglądaliście cały czwarty sezon albo nie straszne Wam możliwe spoilery.

Ale zacznijmy od początku.

W dzisiejszym poście towarzyszyć nam będzie Moriarty.
eM wie, że się stęskniliście. 

Chyba trudno znaleźć kogoś, kto nie kojarzyłby Sherlocka w wykonaniu BBC. Nawet nieważne, czy ktoś go oglądał.
Wiecie to ten serial, który pojawia się raz na kilka lat, a w sezonie ma tylko trzy odcinki.
Dodatkowo, jego widzowie zostali przyzwyczajeni do tego, by tak jak główny bohater doszukiwać się we wszystkim wskazówek. Tylko w odróżnieniu od Sherlocka (no dobra, może nie zawsze), czasami szukają dziury w całym.

Problem w tym, że czekanie na kolejne sezony powodowało wzrost oczekiwań. Nic w tym dziwnego. To chyba normalne, że im dłużej na coś czekamy, tym większą mamy nadzieję, że będzie to coś dobrego, a w przypadku Sherlocka coś, co pozwoli zobaczyć jak wszystko było dokładnie zaplanowane od początku do końca, przez co trzeba będzie owinąć się w szok-kocyk i próbować zrozumieć jak można było tego nie przewidzieć, bo przecież wskazówki były takie oczywiste!

Rok czy dwa, dało się jeszcze wytrzymać.
Jednak trzy lata oczekiwania na czwarty sezon (eM nie wlicza odcinka specjalnego!) spowodowały, że ludzie zaczęli tworzyć własne teorie, których część, była krótko mówiąc naprawdę dobra.
Co z kolei spowodowało, że oczekiwania co do tego co wymyślili twórcy Sherlocka wzrosły jeszcze bardziej. Bo część osób myślała, że doskonale wie, co się wydarzy.


Tak miał wyglądać fandom po czwartym sezonie...
Przez pierwsze dwa odcinki nie było źle.
Oczywiście, każdy inaczej je odebrał, ale już wtedy pojawiały się głosy, że to już nie jest to. Ale ludzie cały czas mieli nadzieję, że wszystko nabierze sensu w trzecim odcinku, tak jak to zwykle było w poprzednich sezonach.

Szaleństwo zaczęło się, kiedy w internety poszła informacja, że wyciekł ostatni odcinek czwartego sezonu Sherlocka. Z rosyjskim dubbingiem.
Co od razu skierowało wnikliwe mózgi na powtarzaną w kilku odcinkach informację, że nadchodzi wschodni wiatr. Wiecie. Że niby odcinek wyciekł z Rosji, że idzie od wschodu, to pewnie coś jest na rzeczy.

Szczególnie, że ludzie, którzy mieli możliwość (chodziło przede wszystkim o znajomość języka) obejrzenia go, powiedzieli jasno: to niemożliwe, że coś tak słabego może być ostatnim odcinkiem Sherlocka. O czym po kilkunastu godzinach mogło przekonać się jeszcze więcej ludzi, kiedy wyciekła wersja z oryginalnym dźwiękiem z tureckimi napisami.

Nie jeden, a dwa wycieki w ciągu kilkudziesięciu godzin? Może i coś takiego się zdarza, ale najdziwniejsze było podejście twórców, którzy na Twitterze i na oficjalnym fanpage'u napisali o tym.
eM nie wie jak wy, ale zazwyczaj jak coś wyciekło, to dowiadywała się tego z fanowskich źródeł, a twórcy co chwila próbowali to ściągnąć z internetu (z mniejszym lub większym skutkiem, ale było widać, że COŚ robią) przy okazji starając się nie rozpowszechniać informacji.

W międzyczasie fandom przypomniał sobie o podkreślonym przez Sherlocka stwierdzeniu w drugim odcinku czwartego sezonu: Ludzie przestają szukać po trzech. Wtedy naprawdę dużo osób było przekonanych, że odcinek, który wyciekł nie jest prawdziwym odcinkiem. Że prawdziwe zakończenie zobaczymy dopiero wtedy, kiedy Sherlock będzie miał oficjalną premierę ma BBC One.

Szczerze powiedziawszy, eM naprawdę chciała w to wierzyć, bo siedzący w niej mały marketingowiec już widział piękny przypadek promocji do opisania, ba! eM już widziała siebie w poniedziałek, rozmyślającą o tym, czy może jednak trzeciej pracy magisterskiej nie napisać w oparciu o kampanię Sherlocka.

Czekanie na premierę Ostatecznego Problemu

Niestety, twórcy nie byli tak genialni, jak chcieliby niektórzy.
Odcinek, który wyciekł, był tym który można było obejrzeć w telewizji.

I wtedy zaczęło się naprawdę.
eM wie, że są osoby, którym sezon czwarty się podobał i nie mają nic przeciwko temu, żeby teraz spokojnie czekać na kolejny sezon (który i tak nie jest pewny).

Spora część jednak ma odmienne zdanie na ten temat. Do tej grupy zalicza się eM.
The Final Problem był dla eM zbieraniną ledwo połączonych ze sobą scen, która w żadnym wypadku nie wyjaśniła tego, co miała wyjaśnić. A podobno to dzięki temu odcinkowi, pierwszy odcinek (który też nie powalał na kolana) miał nabrać sensu.

Ba! Twórcy zapewniali, że jeżeli uda im się zrobić to co mają w planach to przejdzie to do historii telewizji.
eM się pyta, do jakiej historii ma przejść Ostateczny Problem

Przykład przechodzenia do historii

Dlatego w ciągu ostatniego tygodnia powstało więcej teorii, niż w przeciągu tych trzech lat oczekiwania na czwarty sezon.

I nie powinno nikogo dziwić, że wszystkie teorie opierają się na tym, że istnieje zaginiony, czwarty odcinek, dzięki któremu wszystko się wyjaśni.
Dlaczego? eM nie chce tutaj wchodzić w szczegóły, bo o wszystkich teoriach najlepiej poczytać samemu (eM służy linkami! I poleca tumblr). Jednak jest coś, co powtarza się dosyć często: a co jeśli luki fabularne i szeroko rozumiany brak wyjaśnień jest spowodowane tym, że to co się działo w The Final Problem było snem Johna Watsona, który został postrzelony na koniec drugiego odcinka? Czymś, czym dla Sherlocka była Upiorna Panna Młoda.

Brzmi nieźle? Tego jest dużo więcej.

eM doszła już do momentu w którym obstawia, że cały trzeci i czwarty sezon to historia opowiedziana przez Andersona, bo Sherlock skoczył i nie wrócił (btw, wiecie, że nadal nie mamy informacji co się tak naprawdę stało?). 

A jeżeli wszyscy są nastawieni na odcinek, to kiedy mógłby się pojawić?
Jest kilka opcji.

Na przykład istnieje opcja, że dzisiaj, premierę nowego serialu na BBC One (Apple Tree Yard, do którego tytułu fani Sherlocka też znaleźli nawiązania) przerwie Moriarty ze specjalnym komunikatem, po którym pojawi się ostatni odcinek.

Kolejny wyciek? To też jest prawdopodobne.
Tak samo jak to, że pojawi się jako dodatek na DVD (chociaż wieść niesie, ze część osób ma już DVD i nic nowego na nim nie ma).

Najciekawszą teorią, jest nowy odcinek 8 marca, czyli wtedy, kiedy miał się rozpocząć serial, którego reklamę można było zobaczyć w The Lying Detective. Rouge ma mieć premierę właśnie tego dnia, a jego hasłem promocyjnym jest THE SECRET WILL BE UNLEASHED. 

Przypadek? eM nie wie jak Wy, ale tu naprawdę może być coś na rzeczy.
Szczególnie, że po ostatnim odcinku, znowu pojawiła się wiadomość od Moriarty'ego.
Co najciekawsze, znowu wyglądał tak jak na filmiku z Miss me, a nie tak jak na filmach dla Eurus (Euros? Jak się ona w końcu nazywa?).
Jim, co ty kombinujesz?

eM aż nie chce się wierzyć, że ludzie, którzy umieścili wycinek z gazety o Cereal Killerze w The Empty Hearse, przestali dbać o szczegóły.

... a teraz fandom wygląda tak.
Ale wiecie co? 
eM nie zdziwi się również, jeżeli to wszystko będzie szukaniem dziury w całym fanów, którzy chcieliby wierzyć, że Ci, którzy tworzyli wspaniałe historie w poprzednich sezonach, nadal mają plan na Sherlocka. Że te nieścisłości czy brak wyjaśnień był zaplanowany i teraz wystarczy poczekać na nowy odcinek, żeby wróciła w nich wiara. Czy to w zagubionym odcinku, czy w piątej serii. 

Sam pomysł istnienia czwartego, specjalnego odcinka Sherlocka wydaje się być idealnym pomysłem dla tego serialu, szczególnie, jeżeli naprawdę twórcy zostawili widzom wskazówki dotyczące jego istnienia (a przy okazji, chwalili się, że trzeci odcinek kosztował dwa razy więcej niż zwykle i kręcili go dłużej). A jeżeli już się pojawi, to eM coś czuje, że jego zapowiedzią będzie pojawienie się naszego ulubionego Kryminalisty- Konsultanta

Bo w końcu ktoś musi nas o tym fakcie poinformować, a kto jak nie Moriarty? 

Jednak eM, pomimo obserwowania teorii, stara się nie nastawiać. Bo jeżeli zostaniemy z tym co już widzieliśmy, to będzie bolało. I chyba lepiej już zacząć sobie z tym radzić już teraz. 

eM ma nadzieję, że jeszcze będzie miała okazję zobaczyć Moriarty'ego.
Nie zdziwi się, jeżeli stanie się to niedługo.
Nie zdziwi się, jeżeli będzie musiała na to długo poczekać.
A Wy co myślicie?  Czy istnieje czwarty odcinek czwartej serii?
Macie swoje ulubione teorie?

eM ma nadzieję, że wszyscy już czytali pierwszą część jednej z najlepszych książek 2016 roku? Nie? To na czekacie? TUTAJ macie link do o...

eM ma nadzieję, że wszyscy już czytali pierwszą część jednej z najlepszych książek 2016 roku?
Nie? To na czekacie?
TUTAJ macie link do opinii eM. 

Kiedy eM czyta kolejną część serii, która do tej pory spełniła wszystkie jej wymagania a nawet więcej, odczuwa niepokój. Tym większy, im więcej czasu upłynie pomiędzy odłożeniem poprzedniej części a rozpoczęciem lektury następnej. 
Nawet jeżeli od razu, radośnie sięgnie po następną część, to gdzieś w otchłani mózgu czai się przeczucie, że już po kilku stronach może się okazać, że autor lub autorka zaprzepaścili wszystko, co stworzyli do tego momentu. 

Wiecie o co chodzi, prawda? 
Więc pewnie ucieszycie się, kiedy eM Wam napisze, że w przypadku Crooked Kingdom tak nie jest. 

Dlatego, jeżeli jeszcze nie czytaliście Szóstki Wron, idźcie to naprawić, eM na Was poczeka (a raczej jej post). Całą resztę zaprasza dalej. Poniżej eM wspomina trochę o tym co się działo w poprzedniej części.

Serio, serio.

Tak mogła wyglądać eM czytając niektóre fragmenty.

Akcja rozpoczyna się zaraz po zakończeniu tej z Szóstki Wron, dlatego jeżeli macie taką możliwość - postarajcie się czytać je jedną po drugiej - wtedy będziecie mieli wrażenie że czytacie jedną, bardzo długą książkę. A przecież długie, wciągające historie, to to, co mole książkowe lubią najbardziej, prawda? 

Kaz chce odzyskać swoje pieniądze i sprawić, że Jan Van Eck zapłaci (i to nie tylko o finanse tutaj chodzi). No i tak jakoś przy okazji na początku odbić Zjawę, bo przecież Inej będzie bardzo potrzebna (jest ZJAWĄ) w przeprowadzeniu planu i wcale a wcale Kazowi na niej nie zależy. Wcale.

Nie to żeby nawet jego ekipa mu nie wierzyła.

W Crooked Kingdom znowu dostaliśmy opowieść z perspektywy wszystkich najważniejszych bohaterów (znaczy całą szóstkę Wron). Tym razem dowiadujemy się trochę więcej o Wylanie i Jesperze. I dobrze, bo każda postać z tej ekipy jest tak ciekawa, że grzechem byłoby nie wykorzystać potencjału opowiedzenia historii którejś z nich.

Podobnie jak i w Szóstce Wron, akcja gna do przodu, jednak gdy tam wszystko zmierzało do prosto do jednego kulminacyjnego momentu tutaj pojawia się trochę więcej przeszkód z którymi bohaterowie muszą sobie poradzić.

A jak tam Wasze emocje? Jeżeli wydaje Wam się, że jesteście przygotowani na to, co się będzie działo w drugiej części to eM może Was wybić z błędu - nie ważne jak bardzo będziecie się starali przygotować, Wasze emocje zostaną zmiażdżone.
Zdeptane.

I nawet szok-kocyk nie pomoże.

Całe szczęście, znajdzie się też coś lżejszego. Przepychanki słowne i rozmowy miedzy Kazem a Resztą Świata znowu stoją na najwyższym poziomie. Można sobie radośnie kwiknąć, można zapisać i wykorzystać w przyszłości (co eM ochoczo zrobiła).

Leigh Bardugo po raz kolejny pokazuje, że świat nie jest czarno-biały, a czytelnicy uwielbiają postacie, które w innej historii mogłyby z powodzeniem zastąpić Czarne Charaktery (ewentualnie Tych Złych).

To właśnie w w Crooked Kingdom, eM zauważyła pewne podobieństwo historii do Sherlocka (serialowego z BBC oczywiście). Na początku myślała, że to kwestia postaci. Sherlock i Kaz nie przepadają za ludźmi, mają własne ekipy, które niby ich nie lubią, a jednak może trochę ich lubią, i obaj mają jedną osobę, za którą daliby się pokroić (chociaż oczywiście trudno im się do tego przyznać). Po zastanowieniu się nad tym, doszła do wniosku, że bardziej chodzi o klimat przygody, swego rodzaju sprawy do rozwiązania, sposobu w jaki bohaterowie do niej dotarli (plan, plan, plan i jeszcze raz plan! I humor).

Duologia Szóstki Wron (chociaż Leigh powiedziała, że może kiedyś jeszcze wróci!) jest jedną z nielicznych historii, gdzie są wątki romantyczne, ale są w taki sposób wyważone, że w zupełności wystarczą. Na brawa zasługuje także relacja Inej i Niny - w końcu ktoś opisuje dziewczyny jako istoty, które potrafią się wspierać, a nie tylko walczyć ze sobą.

Podsumowując: przygotujcie swoje szok-kocyki, a wszystko będzie dobrze (a przynajmniej eM tak sobie powtarza)!
Jeżeli podobała Wam się Szóstka Wron, to Crooked Kingdom jest dla Was lekturą obowiązkową.

W Polsce, Crooked Kingdom ma zostać wydane przez Wydawnictwo MAG w marcu tego roku. 

Nikt nie zmusi eM do tego, żeby nazywała ten film Łotrem 1.  No chyba, że będzie miała akurat jakiś suchar pod ręką w tym temacie.  Tak ...

Nikt nie zmusi eM do tego, żeby nazywała ten film Łotrem 1. 
No chyba, że będzie miała akurat jakiś suchar pod ręką w tym temacie. 
Tak żebyście wiedzieli.
Tekst może zawierać śladowe ilości spoilerów. 

eM nie wie dlaczego to dopiero pierwszy post na jej blogu związany z Gwiezdnymi wojnami.
No dobra, może i nie wychowała się na nich, a pierwsze co pamięta to piękne sukienki Padme (niektóre rzeczy się nigdy nie zmieniają) w którymś z młodzieżowych magazynów (to chyba była Trzynastka. Ktoś kojarzy Trzynastkę?), ale jednak z jakiegoś powodu radośnie rezerwuje bilety na seans blisko premiery (to wcale nie ma nic wspólnego z tym, że dzięki temu nie musi się zastanawiać nad prezentem imieninowym dla PapyeM) a potem śledzi wszystkie możliwe teorie na tumblrze. 

Może to kwestia tego, że gdzieś w głębi przyzwyczaiła się do tego, że Gwiezdne wojny, to dobra rozrywka, gdzie księżniczki (i nie tylko!) potrafią dbać o swoje (chociaż czasami przydaje się ktoś do pomocy), mamy urocze, niezniszczalne droidy, stormtrooperzy nigdy nie trafiają w bohaterów, a jak coś nie wyjdzie, to na pewno moc jest z nimi, więc nic strasznego się nie stanie, prawda? Jasne jest jasne a ciemne jest ciemne (i według niektórych ma ciasteczka)



Rogue One jest inne. Nic dziwnego, przecież od początku było wiadome, że będzie to historia zamykająca się w jednym filmie, która jedynie w pewnym stopniu będzie związana z perypetiami Skywalkerów i spółki. I to widać. 

Bajka się skończyła. Zaczęła się wojna. 
Po raz pierwszy w Gwiezdnych wojnach nikt nie jest bezpieczny. Stormtrooperzy zaczynają strzelać i ku zdziwieniu widowni - trafiają. Nagle nie ma bohaterów, są ludzie wykonujący rozkazy i problemy z tym związane. Czy na pewno Ci, których uznajemy za dobrych są bohaterami? 
No i Ci źli też niekoniecznie muszą być złem wcielonym. 

I właśnie z tego powodu, eM rozumie dlaczego krytycy zachwycają się Rogue One. Jeżeli chodzi o historię, to ma on wszystko to, czego można wymagać od filmu opowiadającego o wojnie, nawet jeżeli chodzi o taką mającą miejsce dawno, dawno temu w odległej galaktyce. 

Z drugiej strony, jest ogromny niedosyt, jeżeli chodzi o bohaterów. 
Było ich naprawdę wielu i o każdym z nich chciałoby się dowiedzieć czegoś więcej. Niestety, właśnie przez to, że historia miała się zamknąć w jednym filmie (a raczej pokazać co się działo przed Nową Nadzieją) a bohaterów było tylu, że spokojnie starczyłoby materiału na kolejną trylogię, eM nie poczuła nich jakiegoś większego przywiązania. Chociaż ich naprawdę polubiła! 


Byli? Super. Byli ciekawi? Fajnie. Jak się nazywali? Eee...

Jeżeli chodzi o zakończenie, to z punktu widzenia tego, co się wydarzyło w Rogue One oraz tego, co miało się wydarzyć w Nowej nadziei, chyba nie można było wymyślić lepszego rozwiązania. Takiego, które zamyka wszystkie wątki, a zarazem chociaż pozostawia niedosyt, pozwala na zrozumienie, że tak musiało być. 

I chociaż to Gwiezdne Wojny, chociaż znowu mamy droida, którego chciałoby się dostać pod choinkę (K-2SO, gdyby ktoś się pytał, eM specjalnie sprawdziła!), mamy nawet sporo humoru w ponurych czasach, to Rogue One nie jest filmem dla dzieci. Jest mroczniej, 

Czy film o zdobyciu planów Gwiazdy Śmierci był dobry? Tak. 
Czy jest to film, który powinien zobaczyć każdy? Raczej jest to dobra historia dla ludzi, którzy już są zaznajomieni z Gwiezdnymi Wojnami tak, aby pokazać im, że nie wszystko we wszechświecie kręci się wokół Skywalkerów. 

Czy wiecie, że w Internetach chodzą słuchy, że Rogue One miało mieć inne zakończenie? 
Serio, serio. 

Myśleliście, że jak już rok 2017 trwa te kilka dni, to już uwolniliście się od postów podsumowujących poprzedni rok? Ha! eM Wam na ...



Myśleliście, że jak już rok 2017 trwa te kilka dni, to już uwolniliście się od postów podsumowujących poprzedni rok?

Ha! eM Wam na to nie pozwoli.

Od czego zaczynamy? Niech będzie od książek.
W tym roku eM nie udało się spełnić swojego planu minimum i przeczytać 52 książek, ale i tak jest nieźle, bo było ich 49.
Dla niewtajemniczonych, czytelnik intensywny według Biblioteki Narodowej, to taki, który w przeciągu ostatniego roku przeczytał co najmniej 7 książek. 
Nie ma co narzekać, w końcu liczy się jakość lektury, a nie jej ilość, prawda?




Jeżeli już przy tym jesteśmy, to eM chciała napisać, że nie było jednej książki, która zachwyciłaby ją tak, że mogłaby o niej napisać, że była najlepszą lekturą 2016 roku. Chociaż Szóstka Wron była bardzo blisko zdobycia tego tytułu. eM bardzo dobrze wspomina też lekturę książek kontynuujących serie Sarah J. Maas, czyli Empire of Storms oraz A Court of Mist and Fury (zanim stał się Dworem Mgieł i Furii). Nie zawiodła, a nawet trochę zaskoczyła Cassandra Clare z Panią Nocy, czyli pierwszą częścią kolejnej serii o przygodach Nocnych Łowców. No i nie mogłoby być podsumowania 2016 bez Historii Pszczół Maji Lunde (o której może eM w końcu napisze, bo była cudowna!).

O złych książkach, eM nie będzie pisała, bo chyba wszyscy już słyszeli o Przeklętym Dziecku Harry'ego P. 



Serialowo rok 2016 upłynął eM na próbach wmówienia sobie, że Shadowhunters wcale nie są tak źli jacy są naprawdę. eM stara się o tym nie myśleć.
W zeszłym roku eM z bólem serca musiała się pożegnać z Agentką Carter, która nie została przedłużona. Za to próby definitywnego pożegnania się z Pamiętnikami Wampirów spełzły na niczym, ale Oryginalni cały czas trzymają dobry poziom. Największe odkrycie? Serial, który ma w sobie wszystko to co kocha eM: ładnych panów, ładne sukienki i świetny, historyczny klimat. Mowa oczywiście o Victorii (opinii o niej też możecie się spodziewać!).

Jeżeli chodzi o muzykę, to rok temu o tej porze eM maltretowała nową płytę Adele. Potem przyszedł Dawid Podsiadło, a następnie eM przeprosiła się z Nate'em Ruessem i w końcu zakochała się w jego solowej płycie.
Jeżeli powiedzielibyście eM rok temu, że spędzi kilka tygodni na uczeniu się tekstów piosenek z musicalu o jednym z ojcu założycieli Stanów Zjednoczonych, to wiecie co by zrobiła? Tak, macie rację! Chociaż eM może nigdy nie zobaczyć musicalu, to sam soundtrack był dla niej płytą roku. Teksty, które świetnie pasują do historii, a zarazem są tak aktualne obecnie? Lubicie takie? To wiecie co możecie zrobić. Poszukajcie Hamiltona.
A jeżeli ktoś chce zobaczyć, czego eM słucha, kiedy nie maltretuje płyt, to może rzucić okiem na Muzyczny Spam eM, pojawiający się na blogu w momencie, kiedy eM musi się z kimś podzielić tym co znalazła.



Najsłabiej z tego wszystkiego prezentują się filmy. Fakt, eM nie była na zbyt wielu, dlatego pewnie najlepiej wspomina trzy. Dziennik Bridget Jones 3, czyli najlepszy poprawiacz humoru ze świetną muzyką. Doctora Sherlocka Strange'a walczącego z Hannibalem. I najbardziej uroczą bandę po tamtej stronie ekranu. eM ma na myśli Niuchacza i spółkę, a nie Newta i jego znajomych, żeby było jasne!

Jeżeli chodzi o sprawy blogowe, to w 2016 roku nadszedł ten czas, kiedy eM się poddała i pojawiły się na blogu dwa miesiące bez żadnego postu. Niby eM nie miała wtedy ani czasu ani ochoty (nawet nie wiecie jak eM była bliska skończenia z blogiem!) na blogowanie, ale jednak irytacja na własną głupotę pozostaje. Do części blogowej eM może zaliczyć też Krakowskie Targi Książki, prawda? Chociaż eM była dopiero drugi raz, czuła że widzi to samo co wcześniej. Co nie zmienia faktu, że się doskonale bawiła.

Czas się pochwalić. Poniżej największe osiągnięcie eM tego roku.
A przy okazji eM pokazuje swoją prawdziwą twarz.



Czy eM ma jakieś postanowienia na 2017 rok? Pewnie coś się znajdzie (może nawet jest ich sporo), ale lepiej, żeby o tym nie pisała, bo zazwyczaj, kiedy pisze o swoich planach, to nic z nich nie wychodzi.

Wszystko?
Chyba tak.

Teraz czas na Was. Dajcie znać co Wam się podobało w 2016 roku? Czekacie już na coś, co ma się pojawić w 2017? 

Jeżeli się nad tym dobrze zastanowić, to jedną z rzeczy, która łączą wszystkich fanów na świecie, nie ważne czego są fanami, jest czekan...


Jeżeli się nad tym dobrze zastanowić, to jedną z rzeczy, która łączą wszystkich fanów na świecie, nie ważne czego są fanami, jest czekanie. 
Czy to kilka dni na kolejny odcinek lub możliwość kupienia sobie kolejnej części serii, aż po kilka lat na premierę nowego sezonu lub książki ulubionego autora. 

A co robi czekanie z pamięcią? Powoduje, że część szczegółów ulega zatarciu. W najbardziej skrajnych przypadkach, zaczynamy się zastanawiać, czy coś się wydarzyło, czy to tylko powstało w naszej głowie. 

Sherlock jest tego doskonałym przykładem, dlatego eM postanowiła przypomnieć Wam głównych bohaterów, chwilę (naprawdę chwilę!) przed premiera czwartego sezonu. Żebyście nie musieli się zastanawiać, czy kojarzycie kto jest kim. 

Przewodnik po postaciach może być też dobrym miejscem dla osób, które nie oglądały poprzednich sezonów (czy tacy w ogóle istnieją? Jeżeli tak, to niech teraz idą to zmienić), nie boją się spoilerów i chcą obejrzeć najnowszy sezon. Bo wierzcie lub nie, eM się nie zdziwi, jeżeli tacy ludzie istnieją. 
O! Albo tacy, którzy chcą wiedzieć o czym mówią ich znajomi, a nie chce im się oglądać. Nie ma za co. 

Dlatego jeżeli jeszcze się nie zorientowaliście, poniżej będą spoilery
Może ich być dużo. Z trzech sezonów oraz odcinka specjalnego. 
Żebyście eM nie marudzili, że ostrzeżenia nie było! 


Sherlock Holmes


  • Detektyw - konsultant 
  • Gdyby ktoś miał wątpliwości, to macie przed sobą głównego bohatera serialu. 
  • Socjopata, który nie lubi być mylony z psychopatą. 
  • Posiada Pałac Pamięci w którym dzieją się dziwne rzeczy. 
  • Nie umie w popkulturę.
  • Jego motto życiowe: Wszyscy ludzie są idiotami.
  • Ikona stylu, jeżeli chodzi o okrycia wierzchnie. 
  • Bardzo często można go spotkać w pakiecie z Watsonem.
  • Nie rozumie kobiet bardziej, niż typowy mężczyzna. 
  • Niby nikt go nie obchodzi, ale kiedy skrzywdzicie kogoś z jego bliskich - uważajcie. 
  • Szybko się nudzi. 
  • Potrafi przeżyć upadek z wysokości.
  • Przechowuje części ciała w lodówce.

John Watson



  • Lekarz wojskowy.
  • (Nie tak) Typowy blogger.
  • Przez pewien czas mieszkał z Sherlockiem. 
  • Pomaga mu w rozwiązywaniu spraw. Czasami jest królikiem doświadczalnym.
  • Znany również jako sumienie Sherlocka.
  • Ma niespotykaną zdolność radzenia sobie z Sherlockiem. 
  • Kiedy Sherlock mówi, ma ochotę go uderzyć (i czasami to robi).
  • Prawdopodobieństwo spotkania przez niego psychopaty jest bardzo wysokie. 
  • Ożenił się z Mary Morstan. 
  • Wydaje mu się, że dobrze wygląda z wąsami. 
  • Nie goli się dla Sherlocka Holmesa.


Mary Watson (Morstan)



  • Żona Johna.
  • Największa fanka związku Sherlocka i Johna po tamtej stronie ekranu. 
  • Ma więcej tajemnic, niż Sherlock półek w Pałacu Pamięci.
  • Były szpieg (czy coś takiego istnieje?).
  • Prawdopodobnie nazywa się zupełnie inaczej. 
  • Postrzeliła Sherlocka, ale spokojnie, zrobiła to tak, żeby nie umarł. 
  • Połowa fandomu twierdzi, że ukrywa coś naprawdę starsznego. 


Mycroft Holmes


  • Starszy brat Sherlocka. 
  • Uważa, że to on jest najmądrzejszy. Sherlock potwierdza. 
  • Polityk, nie można mu ufać. 
  • Dba o linię. Całe szczęście nie widział swojego wyglądu z Pałacu Pamięci Sherlocka. 
  • Zawsze wygląda jakby coś kombinował. 
  • Jego ulubionym zajęciem jest konkurowanie z Sherlockiem
  • Nauczył się serbskiego w kilka godzin. 


Lestrade




  • Podobno ma na imię Greg (Sherlock ma co do tego inne zdanie).
  • Może mieć na imię również: Gavin, Graham, albo Geoff. 
  • Nie zajmuje się sprawami, które nie należą do jego obowiązków. 
  • Najlepsze, co ma do zaoferowania Scotland Yard.
  • Detektyw - Inspektor
  • Pierwsza osoba z policji, z którą kontaktuje się Sherlock, jeżeli już musi się skontaktować w policją. 
  • Kiedyś po telefonie od Sherlocka, zmobilizował kilka jednostek różnego rodzaju służb. Okazało się, że Sherlock potrzebował pomocy w napisaniu przemówienia na ślub Watsona. 
  • Za głośno myśli. 


Molly Hooper


  • Początkowo największa fanka Sherlocka po tamtej stronie ekranu. 
  • Lubi LUBI Sherlocka. 
  • Pracuje w kostnicy. 
  • Dostawca (nie tak) świeżych narządów do lodówki Sherlocka. 
  • W mężczyznach szuka Sherlocka. 
  • To ona poznała Detektywa-konsultanta z Złoczyńcą- konsultantem. Ona uważa, że przypadkowo, Moriarty ma na ten temat inne zdanie. 
  • Raz zastępowała Watsona u boku Sherlocka. Było świetnie! 
  • Coraz częściej mówi Sherlockowi NIE. 
  • Jedna z dwóch osób bliskich Sherlockowi, które go uderzyły. 
  • Pomogła w planowaniu życia po upadku. 


Mrs. Hudson



  • Wynajmuje mieszkanie Sherlockowi i Watsonowi. Potem już tylko Sherlockowi. 
  • Zdecydowanie nie jest gosposią! 
  • Druga, po Mary Watson największa fanka związku Sherlocka i Watsona. 
  • Ma patelnię i nie zawaha się jej użyć. 
  • Wszyscy kochają Panią Hudson. 
  • Zróbcie jej krzywdę, będziecie mieli do czynienia z Sherlockiem. 

Jim Moriarty



  • Ten zły.
  • Złoczyńca - konsultant.
  • Kochani, powinniście zobaczyć go w koronie.
  • Ma obsesję na punkcie Sherlocka prawie wielką jak fani serialu.
  • Wydaje mu się, że wszyscy się za nim stęsknili (dobrze mu się wydaje!).
  • Fan Stayin' alive.
  • Jeżeli dzieje się coś złego, to można podejrzewać, że Moriarty maczał w tym palce (nawet jeżeli nie wydaje się to możliwe
  • Ostatni raz widziano go bez części mózgu na dachu (zombie nie miały z tym nic wspólnego).

Jeżeli eM o czymś zapomniała - dajcie znać, z chęcią doda inne, ważne informacje o bohaterach. A może sami macie coś do dodania o postaciach o których nie wspomniała powyżej? 

Dla wszystkich, którzy czekają na rozpoczęcie czwartego sezonu Sherlocka - niech moc szok-koców będą z Wami!