Dawno, dawno temu ( no dobra, wcale nie tak dawno temu ), istniała sobie seria książek opowiadająca o przygodach Nocnych Łowców . Zdobył...

Demoniczna ospa i inne katastrofy, czyli eM o Shadowhunters (sezon 1)

/
0 Komentarze

Dawno, dawno temu (no dobra, wcale nie tak dawno temu), istniała sobie seria książek opowiadająca o przygodach Nocnych Łowców. Zdobyła wielką popularność wśród czytelników, dzięki czemu powstało jej własne Królestwo (znaczy fandom). Życie poddanych (znanych również jako fanów) biegło leniwie, od premiery jednej części do drugiej. 

Pewnego dnia w Królestwie zapanowało poruszenia. Seria zostanie zekranizowana! 
Radości nie było końca.

Simon wyraził to co eM myśli o powyższym tekście

Do momentu, kiedy większość nie zobaczyła filmu i stwierdziła, że to chyba obok książek Cassandry Clare nie stało. Film okazał się klapą. Szanse na drugą część wydawały się nikłe, a potem nawet i te nieśmiałe informacje ucichły. 

Po czym okazało się, że jednak nie wszystko stracone, bo będzie serial. 

I o tym serialu porozmawiamy właśnie dzisiaj. 

eM zbierała się do napisania swojej opinii o pierwszym sezonie Shadowhunters naprawdę długo. Z resztą jeżeli jesteście w temacie, to wiecie, że już 2 stycznia wracają z drugim sezonem.  
Czemu tak się stało? 

Trudno było jej zebrać myśli tak, żeby w precyzyjny sposób wyrazić co dokładnie sądzi na temat Shadowhuntersów

Jeżeli jesteście zainteresowani marudzeniem z dużą ilością GIFów, Raphael mówi co możecie zrobić

Zacznijmy od najważniejszego: Shadowhunters nie jest dobrym serialem. 

Proszę bardzo, eM to napisała, możecie jej to potem wypominać. 
Nie oznacza to jednak, że eM nie widzi w tym serialu dobrych elementów, które przy odrobinie dobrej woli ze strony twórców i ciężkiej pracy wszystkich zaangażowanych, mogą spowodować, że serial stanie się przyzwoity.

Ba! eM jest pewna, że gdyby chociaż trochę inaczej wyglądało kilka spraw, to eM wolałaby serial od jego pierwowzoru. Ale o tym będzie później. 

Niestety,  istnieje całkiem duża przeszkoda, która może spowodować, że chociaż drugi sezon już niedługo, to kolejnego się nie doczekamy, nawet jeżeli zostaną poprawione problemy z pierwszego sezonu. 

Hej, może i jest źle, ale mogło być gorzej.
Prawda?

Ekranizacja książki, czy to serialowa czy filmowa ma to do siebie, że będzie musiała zarówno spróbować zyskać grono nowych (własnych) fanów jak i zmierzyć się z niezadowolonymi czytelnikami. 

W większości przypadków serialowych ekranizacji książek, które eM przychodzą na myśl w tym momencie, pierwowzory miały niezbyt liczne grono fanów. A przynajmniej nie byli oni tak widoczni. Wtedy, chociaż można słyszeć marudzenie, jest to marudzenie z oddali 

Największym problemem Shadowhunters jest to, że to kolejna próba ekranizacji serii, która ma ogromną liczbę fanów na całym świecie. Przez co muszą się zmierzyć nie tylko z wyobrażeniami fanów książki, ale również z tym, co zaproponowali twórcy filmu. 

Tłumacząc tym z Was, którzy nigdy nie mieli kontaktu w internecie z fandomem, którego historia jest ekranizowana: ludzie czepiają się o wszystko. 
Zaczynając od zmian w historii (przecież to tak w książce nie było!), poprzez marudzenia na temat wyglądu aktorów (ale Alec miał BŁĘKITNE OCZY, Clary była ruda, ale Kat to już jest ZA ruda), kończąc na bezpośrednich wiadomościach do aktorów i twórców z informacją jacy to oni są beznadziejni i jak wszystko zniszczyli. 

Nie wspominając, o bardzo taktownych (niczym słoń w składzie porcelany) aluzjach Cassandry Clare pod adresem całej ekipy.

Spokojnie, Alec też nie może się temu nadziwić

Okej, eM to w pewnym stopniu rozumie. Dobrze byłoby zobaczyć swoją ukochaną historię przeniesioną 1:1 na ekran (czy to telewizyjny, czy kinowy), ale tak się nie da. 

Owszem, porównywać można, a nawet trzeba, bo to stymuluje mózg, a jeszcze przez przypadek można się czegoś ciekawego dowiedzieć. I porozmawiać z kimś o tym. 
Albo stwierdzić, że tak w ogóle, to jednak serial jest lepszy niż książka (tak jak eM w większości przypadków. Tylko dajcie eM dobrych Zaklepańców). 
A jak jeszcze trafi się Wam odniesienie do innej serii tej samej autorki, to już w ogóle można sobie pogratulować, że udało się to zauważyć. 

A w Shadowhunters akurat na to nie możecie narzekać. Chyba w przypadku większości odcinków, eM kwiknęła z radości, przy czym zaczynała wymachiwać palcem, bo widziała, jak twórcy się wycwanili. 

Ale zacznijmy od początku. 

Wyzwaniem to dopiero będzie skończenie tego posta.
Pierwszy sezon Shadowhunters trzyma się mniej więcej tego, o czym mogliśmy przeczytać w Mieście Kości.  
Przez mniej więcej, eM ma na myśli, że w serialu zobaczycie główne wydarzenia, które znacie z książki, ale sposób w jaki bohaterowie do nich docierają jest inny. 

Czy to dobrze? 
Byłoby dobrze, gdyby eM miała wrażenie, że twórcy serialu wiedzą co robią. 

Niestety, ale tutaj tak nie ma. 
Wiele razy eM łapała się na tym, że zauważała, że coś jest zmienione jeżeli chodzi o to co wydarzyło się w książce, jednak nie była przekonana, czy wszyscy są świadomi tego, jak ta jedna mała zmiana wpływa na budowę całego świata oraz tego co się w przyszłości wydarzy. 
Szczególnie chodzi tu o wyjaśnienie podstawowych zasad działania Świata Nocnych Łowców. Chociaż jest to przewidywalne i momentami bywa nudne, to eM z chęcią zobaczyła jak ktoś tłumaczy Clary, co się dzieje. A tak to mamy niedopowiedzenia. 

eM nadal nie jest przekonana, że rozumie dokładnie jak w Shadowhunters działają runy, ale hej. Przynajmniej wie w końcu jak wymówić przyrząd do ich tworzenia. 

Brakuje też trochę humoru z którego znana jest seria Cassandry Clare. I to nawet nie chodzi o to, że zapomnieli o nim, ale część tekstów jest po prostu drętwa lub nawet żenująca. 


Jedną z rzeczy, które spowodowały, że eM mimo wszystko ogląda, a czasami nawet broni Shadowhunters, jest sposób w jaki przedstawiono bohaterów. 

W książkach Cassandry Clare, główne skrzypce grali Jace i Clary. Cała reszta była tłem, któremu czasami udało się przebić, szczególnie w pierwszych częściach, bo dalej było trochę lepiej. Jednak jak eM o tym teraz myśli, to każdy z tych bohaterów miał przypiętą łatkę z której był znany, a w nagrodę dostawał jakiś mało ważny, poboczny wątek. 

Jak nastoletnia eM uwielbiała Jace'a, tak z roku na roku jego zachowanie bawiło ją coraz mniej. To samo można napisać o Clary o której kiedy teraz pomyśli, przypomina sobie jak irytujące musiało być jej zachowanie wobec pozostałych bohaterów. 


Lightwoodowie prezentują jedyne słuszne podejście wobec Jace'a

Tutaj mamy bandę bohaterów z których każdy dostał przyzwoity czas na ekranie. I to właśnie Ci, których nie zobaczylibyśmy w takim stopniu, gdyby wszystko szło zgodnie z książką, są najsilniejszymi elementami tego serialu. 

eM nie wyobraża sobie, żeby mogła wrócić wyobrażenia sobie Aleca i Izzy jako ich wersji książkowych, lub co gorsza - filmowych. To nie tylko zasługa scenarzystów, którzy pozwolili na to, by bohaterowie rozwinęli się, ale również aktorów - Matt i Em są świetni! Według eM to oni mogliby być głównymi bohaterami serialu. Dzięki temu wszystko byłoby lepsze. 

Nie można zapomnieć jednak o najlepszym przyjacielu Clary. W serialu Simon pokazuje, że sam w sobie potrafi sobie poradzić bez pomocy rudej koleżanki. No chyba, że zostanie porwany, ale to pomińmy. 

To jest ten moment, w którym eM powinna napisać o Magnusie. Powie krótko - jest w porządku. I to miłe, że twórcy postanowili wybrać kogoś, kto nie tylko wygląda, ale też potrafi grać. W pierwszym sezonie Magnusa było mało, ale eM coś czuje, że to dlatego, że kiedy będzie go więcej, to po prostu ukradnie całe show. 

Jeżeli chodzi o Clary, eM nie wie co napisać. Spotkała się już z opiniami, które twierdzą, że Kat jest bardzo sztuczna i irytuje, ale dla eM to właśnie to powoduje, że widzi w niej Clary. To brzmi bardzo dziwnie, ale tak jest. Za to największym rozczarowaniem jest Jace. Może i wygląda, ale zamiast rzucać sarkastyczne teksty na prawo i lewo, zakłada ręce. Serio. Policzcie sobie. eM próbowała, ale poległa.

Dobrze oddane są też relacje między bohaterami i to nie tylko tymi znajdującymi się na pierwszym planie, ale również z pozostałymi. Ekipa ma swoje problemy, ale powoli staje się coraz bardziej zgrana. W szczególności eM jest mile zaskoczona tym jak sportretowano relacje między całą rodzinę Lightwoodów (no dobra, niech Jace też się tam zalicza) oraz przyjaźń Clary i Simona. 

Po Nocnych Łowcach eM spodziewałaby się trochę więcej...
A teraz czas na naprawdę marudzenie - marudzenie. 

Jak na serial, który ma opowiadać o ludziach walczących z różnego rodzaju demonami (w nocy! w cieniu!) to jest tam zdecydowanie za jasno. I za kolorowo. Chwilę zajęło, zanim eM się do tego przyzwyczaiła (a raczej zrozumiała, że ma tak być i że jej komputer wcale nie ma problemów z kartą graficzną). 

Ważnym elementem serialu z fantastycznymi istotami (Newt, idź sobie, to nie są Twoje zwierzątka!), są efekty specjalne. Tutaj? Może i tragedii nie ma, może i to tworzy jakąś całość, ale eM nie wybaczy twórcom tego, jak wyglądają portale. Serio. Szczególnie 

No i miecze serafickie, które może i wyglądają nieźle (chociaż trochę jak miecze świetlne), to eM zupełnie nie rozumie logiki ich przechowywania. 
Nie widać żeby ktokolwiek miał miecz (albo żeby Alec miał łuk) - pojawiają się demony - nagle wszyscy wyciągają miecze - kończy się walka - chowają miecze do tylnej kieszeni spodni. 
Sami sprawdźcie, Jace tak robi!

Przed rozpoczęciem serialu, eM szykowała foldery i listy na których umieściłaby muzykę z Shadowhunters. Niestety, tutaj też coś nie wyszło. Zamiast klimatu, muzyka czasami wręcz przeszkadza. Po za tym eM liczyła na coś bardziej w stylu soundtracku Pamiętników Wampirów, a nie klubu. 

Simon ma wszystko na oku, eM ma nadzieję, że dalej będzie lepiej

Spytacie się może, dlaczego więć eM tak mocno czeka na drugi sezon? 
Bo mimo wszystko, w Shadowhunters było coś, co nie pozwoliło jej od nich odejść. Może to masochizm, może chęć przyjrzenia się ekranizacji serii, którą darzy naprawdę dużym sentymentem. Może to ładni panowie w sam raz do zaklepania? 

A może to po prostu nadzieja, że teraz to może być już tylko lepiej. 
Szczególnie, że najnowsze zapowiedzi i wywiady z aktorami i twórcami wskazują na to, że sami zauważyli, że coś było nie tak i postanowili część z tych rzeczy zmienić. (eM już kupuje sam wygląd serafickich mieczy)

Może i nie jest to coś, czego eM by się spodziewała, ale za guilty guilty pleasure Shadowhunters mogą robić. 

Czasami to właśnie takie seriale wybijają się w kolejnych sezonach. 
Niech to będzie ten przypadek. 

Cały serial w jednym obrazku
Tutaj możecie przeczytać o pierwszych wrażeniach z PIERWSZEGO i DRUGIEGO odcinka Shadowhunters. 


Patrz! To też Ci sie może spodobać!

Brak komentarzy: